Lucien Mathieu, dyrektor ds. samochodów w sekretariacie T&E w Brukseli: Europejski przemysł motoryzacyjny ma realną szansę stać się konkurencyjnym graczem na światowym rynku elektryków – ale tylko jeśli UE będzie trzymać się celu wyznaczonego na 2035 rok.16 grudnia Unia Europejska ogłosi decyzję, która może przesądzić o przyszłości europejskiej branży motoryzacyjnej. Chodzi o przegląd regulacji dotyczących emisji CO₂ z samochodów i o cel pełnej elektryfikacji do 2035 roku. To właśnie wtedy dowiemy się, czy Europa chce realnie konkurować z Chinami i USA, czy raczej pogodzić się z tym, że przyszłość motoryzacji będzie tworzona gdzie indziej.
Przemysł samochodowy i sprzyjający mu politycy rzucają na tę bitwę wszystkie siły. Domagają się tak zwanej „neutralności technologicznej”, czyli prawa do sprzedaży aut spalinowych także po 2035 roku. Problem w tym, że w świecie, w którym prawie każdy widzi, że przyszłość należy do aut elektrycznych, takie podejście jest krótkowzroczne. Może ono mocno osłabić konkurencyjność Europy w kolejnych latach.
false

© T&EPrawdziwe korzenie kryzysu
Branża motoryzacyjna świetnie radzi sobie z obwinianiem regulatorów i celu na 2035 rok za wszystkie swoje problemy. Tyle że w rzeczywistości obecny kryzys nie ma z tą datą nic wspólnego. Dziś w Europie sprzedaje się o trzy miliony samochodów mniej niż w 2019 roku. Powód? Producenci świadomie postawili na wyższe marże zamiast na większą sprzedaż. Między 2018 a 2024 rokiem średnia cena auta klasy popularnej wzrosła aż o 40 procent — z 22 tys. euro do 30.7 tys. euro. Wiele koncernów motoryzacyjnych zanotowało w tym czasie rekordowe zyski.
Ale strategia “marża, a nie ilość” dzisiaj się mści. Coraz mniej Europejczyków stać na nowe auto. A w Chinach europejskie marki tracą udziały w rnku i marże w zawrotnym tempie, przegrywając z lokalną, bardzo agresywną konkurencją na rynku elektryków.
Jaka jest magiczna recepta branży? Dopuścić biopaliwa i hybrydy plug-in po 2035 roku. Może to przynieść chwilę ulgi, ale strategicznie to poważny błąd, który prowadzi europejską motoryzację w ślepą uliczkę.
Są trzy powody, dla których „neutralność technologiczna” w prawie dotyczącym emisji CO₂ z samochodów to bardzo ryzykowny pomysł:
1. Cele to kompas dla inwestycji: Jasne, stabilne cele napędzają inwestycje i dają firmom poczucie pewności. Osłabienie ambicji na 2035 rok postawi pod znakiem zapytania setki miliardów euro już zainwestowane w łańcuch wartości elektromobilności: baterie, sieci ładowania, energetyczną elektronikę i komponenty. Ponad 200 prezesów i liderów branży napisało do Komisji Europejskiej, apelując, by nie zmieniać tych celów.
2. Neutralność technologiczna wcale nie oznacza, że będzie taniej: Samochody elektryczne już dziś są najtańsze w użytkowaniu — a w szybkim tempie stają się też najtańsze w zakupie. Za hasłem „neutralności technologicznej” kryją się dla kierowców znacznie droższe opcje. Hybrydy plug-in kosztują średnio około 55 tys. euro. Francuski think tank IDDRI wylicza, że różnica kosztów w porównaniu do auta benzynowego dla drugiego czy trzeciego nabywcy jest tak duża, jakby paliwo zdrożało 0,92 euro na litrze. Paliwa syntetyczne będą kosztować 6–8 euro za litr. Zaawansowane biopaliwa — z racji ograniczonej podaży — również pozostaną bardzo drogie.
3. Świat przechodzi na elektryki — z Europą czy bez Europy: Globalny wyścig o elektryfikację już trwa. Sprzedaż aut elektrycznych w Chinach oraz w szybko rozwijających się krajach, takich jak Tajlandia czy Wietnam, rośnie w imponującym tempie. Dziś te kraje wyprzedzają Europę pod względem udziału elektryków w rynku. A nawet u nas, na własnym podwórku, zmiana przyspiesza. Tylko w trzecim kwartale 2025 roku aż 10 europejskich państw (w tym Polska) ustanowiło nowe rekordy sprzedaży aut elektrycznych.
Europa na rozdrożu
Jeśli utrzymamy ambitne cele, europejska motoryzacja ma realną szansę konkurować na świecie i przekształcić się w silnego, globalnego gracza ery elektryków. Jeśli jednak je osłabimy i pozwolimy producentom wciąż kurczowo trzymać się technologii spalinowej, branża trwale zostanie w tyle.
Zwlekanie z elektryfikacją w niczym nie pomoże
Europejska motoryzacja zbyt późno zorientowała się, jak bardzo zaspała wobec Chin. A część branży ryzykuje dziś powtórzenie tego samego błędu, brnąc jeszcze głębiej w ślepą uliczkę silników spalinowych. Przyszłość jest jasna: elektryczna. Każdy miesiąc i każdy rok europejskiego wahania pozwala Chinom powiększać swoją przewagę. One nie zwolnią tempa elektryfikacji tylko dlatego, że Europa chce przedłużyć życie technologii spalinowej. A sami Europejczycy nie będą w nieskończoność kupować gorszego rozwiązania. Jeśli UE teraz się cofnie, może przegapić największą przemianę przemysłową tego pokolenia. Oznacza to rezygnację z ambicji przodowania jednej z kluczowych technologii XXI wieku i utratę korzyści — przemysłowych, ekonomicznych i społecznych — jakie niesie ze sobą elektryfikacja.
To moment, żeby trzymać kurs
Wszystkie dyskusje o biopaliwach, e-paliwach, hybrydach czy „wydajnych” silnikach spalinowych nie dadzą Europie czasu, by konkurować z Chinami. To r”ozpraszacze”, które mogą zamienić UE w muzeum samochodów. Zamiast tego dajmy naszej branży prawdziwą szansę, by dogonić technologię przyszłości.