1. Samar.plSamar.pl
  2. Wywiady i komentarze Wywiady i komentarze
  3. Chiński szok 2.0. Europa cofa się, szukając gruntu pod nogami
Komentarze ekspertów

Chiński szok 2.0. Europa cofa się, szukając gruntu pod nogami

5 min

Jakub Jakóbowski, wicedyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich: Cła na chińskie elektryki w obecnej formule nie rozwiązują problemu. To działanie krótkoterminowe — zaledwie spowolnienie ich wejścia, które nie dotyka prawdziwych przyczyn utraty konkurencyjności. Chiny realizują podejście industry-driven: najpierw definiują cele przemysłowe, budują skalę i kompetencje, a regulacje są narzędziem wspierającym tę strategię. Europa funkcjonuje w modelu policy-driven, gdzie to regulacje wyznaczają kierunek — często bez rozpoznania realiów rynkowych — a przemysł próbuje się do nich dostosować.
Zobacz także Xiaomi buduje przyczółek w Europie Zwrot kosztów szkoleń przez pracownika na rzecz pracodawcy Najważniejsze zmiany prawne dla przedsiębiorców w branży motoryzacyjnej w 2026 roku

Przez ostatnie trzy dekady Europa i Chiny funkcjonowały w swoistej symbiozie. Chiny modernizowały się, potrzebowały maszyn, technologii i wiedzy inżynieryjnej — Europa, zwłaszcza Niemcy, chętnie je dostarczały. Obie strony na tym korzystały. Tamten etap dobiegł końca. Dziś jesteśmy w tym miejscu, które coraz częściej określa się mianem „chińskiego szoku 2.0”. Państwo Środka przestało być montownią świata i tanim rezerwuarem siły roboczej. Chiny stały się kuźnią innowacji i źródłem nowych technologii. To na tym polu Europa — która przez lata czuła się w branżach przyszłości jak u siebie — musi dziś stoczyć najtrudniejszą bitwę gospodarczą od dziesięcioleci.

false ©PGM
© PGM

We wszystkich branżach, z którymi mam kontakt — motoryzacji, zielonych technologiach, przemyśle maszynowym, chemicznym, precyzyjnym — konkurencja ze strony chińskich producentów jest coraz bardziej widoczna. To nie jest zjawisko charakterystyczne dla jednej branży. To strukturalna zmiana reguł gry. Europa cofa się pod jej naporem i szuka gruntu pod nogami.

Cła kupują czas, nie rozwiązują problemu

Sięganie po instrumenty ochrony rynku jest zrozumiałe, ale niebezpieczne jest traktowanie ich jako celu samego w sobie. Cła na chińskie samochody elektryczne, wprowadzone na poziomie 20–35%, nie są dla chińskich producentów szczególnie dotkliwe. BYD przed ich wprowadzeniem zarabiał w Europie marże jedenastokrotnie wyższe niż w Chinach. Po wprowadzeniu ceł — ośmiokrotnie wyższe. Sami Chińczycy mówią wprost: ta wysokość ceł nie jest dla nas problemem.

Co więcej, kiedy pojawiły się bariery dla samochodów elektrycznych, chińskie firmy szybko zwiększyły aktywność w segmentach hybrydowych i spalinowych, gdzie tych ograniczeń nie ma. Nieprzemyślane bariery nie są tamą — są co najwyżej progiem, który przeciwnik bez trudu omija.

Bariery mogą nam kupić trochę czasu. Pytanie kluczowe brzmi: co w tym czasie zrobimy? Bo cła mogą obronić wyłącznie europejski rynek. A europejska motoryzacja zawsze była branżą o globalnym zasięgu — Ameryka Południowa, Afryka, Azja. Bez odbudowania konkurencyjności na rynkach trzecich nawet skuteczna obrona własnego podwórka nie wystarczy.

Dwa modele transformacji — i przepaść między nimi

U podstaw różnicy w konkurencyjności leżą dwa zupełnie odmienne modele działania. Chiny realizują podejście industry-driven: najpierw określają cele przemysłowe, budują skalę  oraz kompetencje, a regulacje są narzędziem wspierającym tę strategię. Stary Kontynent działa natomiast w modelu zwaqnym policy-driven, w przypadku którewgo to regulacje wyznaczają kierunek rozwoju (często bez głębokiego rozpoznania realiów rynkowych), a przemysł próbuje się do nich dostosować.

Chiński przemysł jest dofinansowywany na każdym poziomie: dostęp do kapitału, ziemi, energii, badań i rozwoju. To ogromny, skomplikowany system wsparcia. Ale nawet gdyby te subsydia odjąć, pozostaje niezwykle sprawny i elastyczny ekosystem przemysłowy. Zaprojektowanie i wdrożenie nowego auta w Europie zajmuje trzy lata. podczas gdy w Chinach — osiemnaście miesięcy. I wszyscy ścigają się, żeby robić to jeszcze szybciej.

Do tego dochodzi rewolucja cyfrowa, która jest może mniej widoczna z zewnątrz, ale równie ważna jak elektromobilność. Stopień digitalizacji chińskich samochodów i łańcuchów dostaw jest nieporównywalny z tym, co widzimy w Europie. Samochód staje się tam elementem szerszego ekosystemu cyfrowego — i to on, bardziej niż osiągi silnika, decyduje dziś o przewadze konkurencyjnej. Przemysł 4.0 był jeszcze niedawno europejską mantrą. W Chinach to się już wydarzyło.

Współpraca — ale na jakich warunkach

Paradoks obecnej sytuacji polega na tym, że wiele zachodnich koncernów odpowiada na chińską konkurencję poprzez zacieśnienie współpracy z chińskimi partnerami. Renault, Volkswagen, Stellantis, Mercedes — wszyscy nawiązują technologiczną współpracę, w której to Chińczycy stają się dostawcą innowacji. Łańcuchy dostaw zachodnich producentów coraz bardziej się sinizują — kosztem europejskich poddostawców z Niemiec, Włoch, Polski, Czech.

To zjawisko ma konkretną nazwę i konkretnych przegranych. Kiedy Tesla weszła do Szanghaju i zbudowała cały łańcuch dostaw oparty na chińskich firmach, pozostałe koncerny zobaczyły, że można — i od tej chwili na rynku chińskim drzwi dla europejskich poddostawców zaczęły się zamykać. Istnieje ryzyko, że ten sam scenariusz powtórzy się teraz w Europie.

Jeśli chińska obecność produkcyjna na Starym Kontynencie ma przybrać formę eksterytorialnych montowni — jak fabryka BYD na Węgrzech, gdzie pracują chińscy inżynierowie, używana jest chińska stal i chińskie maszyny, a lokalna gospodarka dostaje niewiele więcej niż miejsca pracy przy dokręcaniu kół — to taki model nie daje europejskim poddostawcom nic. Właściwy kierunek myślenia to próba odwrócenia tego, co Chiny robiły z europejskimi koncernami przez ostatnie trzydzieści lat: dostęp do rynku w zamian za transfer technologii, włączenie lokalnego łańcucha dostaw, rozwój B&R na miejscu. Chiny cierpliwie realizowały tę strategię przez trzy dekady — i w końcu przerosły swoich nauczycieli. Europa musi dziś myśleć w podobnych kategoriach — szybciej i z większą determinacją.

Europejskie poddostawcy muszą zabrać głos

W debacie toczącej się w Brukseli — wokół polityki przemysłowej, barier handlowych, układów z chińskimi inwestorami — dominują głosy wielkich koncernów. Poddostawcy, cały ekosystem przemysłowy Europy Środkowej, pozostają w dużej mierze niewidoczni. Polskie, czeskie, niemieckie klastry mają jednak te same problemy i te same interesy. Budowanie horyzontalnych koalicji poddostawców, wspólne wypracowywanie stanowisk wobec regulatorów i OEM-ów, wywieranie nacisku na to, by warunki chińskiej obecności w Europie uwzględniały lokalne łańcuchy dostaw — to nie jest tylko kwestia politycznej reprezentacji. To warunek przetrwania.

Polska ma tu pewne atuty: elastyczność, zdolność szybkiego dostosowania, wciąż konkurencyjne kosztowo zaplecze produkcyjne. To cechy, które mają też Chińczycy — i których coraz bardziej brakuje Europie Zachodniej skalibrowanej pod dekady stabilności. Warto te atuty świadomie pielęgnować i organizować wokół nich szerszą koalicję.

Nadrzędne wyzwanie jest jedno: wzmocnić się na tyle, by z Chinami rozmawiać z podniesioną głową, a nie z wyciągniętą ręką. Tym bardziej że po drugiej stronie stołu siedzi gracz, który swoje karty zna doskonale — i nie odkłada ich na bok z grzeczności.

***

Komentarz stanowi podsumowanie wystąpienia Jakuba Jakóbowskiego podczas jubileuszowego Klubu PGM w Arłamowie. 

Tagi

Udostępnij

Następne publikacje

Rynek CFM pod presją cen i spadku wartości aut#1
Przeczytaj

Rynek CFM pod presją cen i spadku wartości aut

Anna Makarewicz, członek zarządu PZWLP: Na rynek silnie rzutowało zaostrzenie sytuacji międzynarodowej i kryzys w Cieśninie Ormuz związany z Iranem. Ten geopolityczny wstrząs dotknął nie tylko regulowanych cen paliw, ale drastycznie zdestabilizował rynek wtórny samochodów używanych z napędem spalinowym, które stanowią zdecydowaną większość w naszych flotach. W wyniku tego globalnego zamieszania wartość aut używanych na rynku drastycznie spadła

Nowe przepisy mogą wzmocnić pozycję dealerów w relacjach z importerami#2
Przeczytaj

Nowe przepisy mogą wzmocnić pozycję dealerów w relacjach z importerami

Maciej Krotoski, adwokat, partner Krotoski Adwokaci i Radcy Prawni: Jeżeli projektowane przepisy wejdą w życie, dealerzy mogą zyskać dodatkowy instrument ochrony w relacjach z importerami i innymi silniejszymi kontrahentami. Nie oznacza to oczywiście, że każda trudna lub niekorzystna decyzja importera będzie automatycznie bezprawna. Każdy przypadek będzie wymagał indywidualnej oceny. Istotne będzie m.in. to, czy dealer był rzeczywiście zależny od importera, czy istniała znacząca dysproporcja ekonomiczna oraz czy konkretne działanie można uznać za nadużycie przewagi kontraktowej.

Powiązane publikacje na podstawie kategorii i tagów