Komisja Europejska planuje powiązać dopłaty do samochodów elektrycznych z obowiązkiem wysokiego udziału komponentów produkowanych w UE. Projekt ma chronić europejski przemysł motoryzacyjny, ale mocno dzieli branżę.Samochody elektryczne sprzedawane z dopłatami publicznymi w Unii Europejskiej miałyby zawierać co najmniej 70 proc. komponentów pochodzących z UE – informuje Financial Times. Propozycja ma zostać przedstawiona 25 lutego w ramach Industrial Accelerator Act, przygotowywanego przez Komisję Europejską.
false

© Photo by Guillaume Périgois on UnsplashZgodnie z projektem, pojazdy elektryczne, hybrydowe i wodorowe objęte systemami wsparcia lub użytkowane przez instytucje publiczne musiałyby być montowane w UE. Co najmniej 70 proc. ich komponentów (liczonych według wartości, z wyłączeniem baterii) musiałoby pochodzić z Unii, a część kluczowych elementów baterii również musiałaby mieć europejskie pochodzenie.
Bruksela zapowiadała takie działania już w 2025 r., łącząc je z pakietem ratunkowym dla sektora motoryzacyjnego oraz wsparciem dla europejskiego łańcucha dostaw baterii, m.in. poprzez fundusz „battery booster” o wartości 1,8 mld euro.
Propozycja wywołuje jednak wyraźne podziały. Dostawcy i organizacje branżowe ostrzegają, że bez pilnych działań Europa może stracić nawet 350 tys. miejsc pracy w wyniku transformacji napędów i przenoszenia produkcji poza UE. Ich zdaniem lokalne wymogi powinny co najmniej utrzymać obecny poziom, skoro już dziś 75–80 proc. wartości aut montowanych w UE pochodzi z regionu.
Część producentów obawia się natomiast retorsji ze strony Chin. Przeciwne regulacjom są m.in. BMW i Mercedes-Benz, silnie obecne na rynku chińskim. Poparcie dla lokalnego wkładu deklaruje natomiast Renault, choć jego kierownictwo sugerowało niższy próg – około 60 proc.
Źródło: Financial Times, Automotive News Europe.
Oprac. Paweł Janas