Polska branża transportowa ma silną pozycję na europejskim rynku, ale rosnące wymagania dotyczące emisji mogą zmienić warunki konkurencji. Dla przewoźników elektryfikacja będzie oznaczała nie tylko zakup ciężarówek, lecz także inwestycje w ładowarki i sieć energetyczną.false

© GreenWayPolska branża transportu drogowego od lat zajmuje czołową pozycję na unijnym rynku. Z danych Eurostatu wynika, że w 2025 roku pojazdy zarejestrowane w Polsce wykonały pracę przewozową na poziomie 381 mld tonokilometrów, odpowiadając za 20,2 proc. drogowego transportu towarów w całej UE. Utrzymanie tak silnej pozycji może jednak wiązać się z koniecznością spełnienia nowych wymagań, które coraz częściej uwzględniają firmy przy wyborze przewoźników.
Jednym z nich staje się emisja związana z transportem. Obowiązujące od 2026 roku wspólne europejskie zasady obliczania emisji z przewozów mają ułatwiać przedsiębiorstwom uwzględnianie śladu węglowego transportu w ich łańcuchach dostaw. W efekcie możliwość zaoferowania przewozów bezemisyjnych może mieć coraz większe znaczenie przy zdobywaniu i utrzymywaniu kontraktów.
Sama wymiana pojazdów nie rozwiązuje jednak problemu. W przypadku ciężkiego transportu istotną częścią kosztów eksploatacji są energia, ładowanie i czas potrzebny na uzupełnienie energii. Wszystkie te elementy wpływają na całkowity koszt użytkowania pojazdu (TCO), a także na możliwość efektywnego planowania tras.
Największym wyzwaniem może okazać się infrastruktura energetyczna. Duży hub przeznaczony dla elektrycznych ciężarówek może wymagać kilku, a docelowo nawet kilkunastu megawatów mocy. Uzyskanie odpowiedniego przyłącza może natomiast zająć kilka lat. Oznacza to, że inwestycje w sieć i punkty ładowania muszą wyprzedzać wzrost liczby elektrycznych ciężarówek na drogach.
Pierwsze rozwiązania o dużej mocy już powstają. W Cementowni Małogoszcz rozbudowana przez GreenWay infrastruktura dla firmy Holcim osiągnęła moc 1,6 MW. Obejmuje trzy stanowiska CCS2 o mocy do 400 kW oraz stanowisko w standardzie MCS, umożliwiające ładowanie z mocą do 1,2 MW.
Rozwój rynku będzie wymagał jednak czegoś więcej niż pojedynczych stacji ładowania – potrzebna jest spójna sieć punktów zlokalizowanych przy najważniejszych trasach. Ma to szczególne znaczenie w transporcie międzynarodowym. Przykładem takiej inicjatywy jest projekt HDV-E, w którym GreenWay, E.ON i Voltix tworzą europejski korytarz ładowania dla ciężarówek. W Polsce ma on przebiegać od południowej granicy kraju do portów Szczecin–Świnoujście. W każdej z planowanych lokalizacji mają powstać co najmniej cztery ogólnodostępne punkty ładowania MCS o mocy minimum 1 MW.
false

© OrlenNiedawno stację ładowania pojazdów ciężarowych wykorzystującą standard Megawatt Charging System (MCS) uruchomił też Orlen. Zdaniem przedstawicieli koncernu, technologia ta pozwala na ładowanie z mocą sięgającą 1,5 MW. Stanowiska z ładowarkami znajdują się po obu stronach autostrady A1 - na MOP Stobiecko Szlacheckie Zachód i Wschód. Wybór lokalizacji nie jest przypadkowy. Autostrada A1 to jeden z najważniejszych szlaków tranzytowych w Polsce, a właśnie wzdłuż głównych korytarzy transportowych w pierwszej kolejności będzie rozwijana infrastruktura dla elektrycznych ciężarówek.
Barierą pozostaje jednak tempo rozbudowy sieci energetycznej. Unijne przepisy zakładają, że przy głównych trasach TEN-T od 2027 roku strefy ładowania dla ciężarówek będą musiały dysponować mocą co najmniej 2,8 MW, a od 2030 roku – już 3,6 MW. Przy mocy pojedynczego punktu MCS sięgającej 1 MW oznacza to konieczność równoległego zwiększania możliwości sieci dystrybucyjnej.
Z punktu widzenia polskich przewoźników kluczowe będzie więc zsynchronizowanie trzech procesów: wymiany flot, budowy infrastruktury ładowania oraz rozbudowy sieci energetycznej. Bez odpowiedniej infrastruktury elektryczne ciężarówki nie będą mogły być wykorzystywane na większą skalę, a bez odpowiednio dużej floty część inwestycji w ładowanie może długo pozostawać niewykorzystana.
Źródło: GreenWay i PKN Orlen.