Patrycja Markowska-Korczak, współwłaścicielka Edmark Auto: Z siostrą świetnie się uzupełniamy. To czego nie lubię robić w firmie, Aneta akurat lubi; to czego Aneta nie lubi, zrzuca na mnie. Mamy podział zadań i jedna drugiej nie wchodzi w paradę.false

© Dariusz BalcerzykDariusz Balcerzyk, IBRM SAMAR: Jak zaczęła się Wasza przygoda z motoryzacją?
Patrycja Markowska-Korczak, współwłaścicielka Edmark Auto: Musimy cofnąć się do lat 60-tych, gdy nasz dziadek, Ryszard Markowski, otworzył w Warszawie, przy ul. Grochowskiej 168, warsztat, w którym serwisował Syrenki. Z czasem do pracy wciągnął naszego Tatę, Edwarda, który pod koniec lat 70-tych wyjechał do USA, by realizować swój „American dream”. Gdy jednak dziadek zachorował, tata wrócił do Polski i naturalną koleją rzeczy przejął prowadzenie warsztatu.
Edmark Auto był pierwszym zakładem rzemieślniczym z autoryzacją FSO. Nasi pracownicy jeździli na Żerań, odbierali auta, przywozili do nas, skręcali je na nowo i robili tak zwane przeglądy zerowe. I tak kilka razy w miesiącu.
Pewnego dnia, wychodząc z Tatą na spacer, spotkaliśmy sąsiada z bloku, który akurat wyniósł z piwnicy z gokartem. Tata zainteresował się pojazdem i gdy okazało się, że można pojeździć na torze przy FSO, zabrał nas tam i tak po raz pierwszy zasiadłyśmy za kierownicą „samochodu”.
Aneta Markowska, współwłaścicielka Edmark Auto: Dokładnie rzecz ujmując, to Patrycja zasiadła.
Patrycja Markowska-Korczak: Aneta musi wszystko najpierw przeanalizować, przemyśleć, a ja mam odwrotnie, dlatego tak dobrze się uzupełniamy.
Aneta Markowska: I to nam zostało do dziś, taki podział mamy w firmie, że Patrycji jest pełno wszędzie, natomiast ja siedzę za biurkiem w papierach, w dokumentach, w serwisie i w blacharni. Naprawiam samochody w białych rękawiczkach, czyli kosztorysowo i tłumaczę klientom dlaczego jest tak, a nie inaczej.
Patrycja Markowska-Korczak: Miałam 8 lat, gdy pierwszy raz usiadłam za kierownicą gokarta. Nie sięgałam ani stopami do pedałów, ani dłońmi do kierownicy. Włożono mi oponę za plecy, żebym przynajmniej mogła dosięgnąć kierownicy. Zrobiłam kilka kółek na placyku i tata zapytał czy mi się podoba. Odpowiedziałam, że tak, więc pociągnął za linkę gazu, która zablokowała się przy gaźniku, gokart dostał prędkości, a ja wylądowałam w krzakach. Tata podbiegł i spytał czy nadal mi się podoba? Podobało mi się i w ten sposób zaczęłam przygodę z motoryzacją.
Mój gokart był różowy, miałam żółty kask, buty do jazdy kupione w składnicy harcerskiej w dziale ze sportowymi butami zapaśniczymi. Kombinezon uszyła Mama, przerabiając kombinezon mechanika, który Tata przyniósł z warsztatu.
false

© Archiwum prywatneKask, nawet najmniejszy, kręcił mi się wokół głowy, więc pojechaliśmy do producenta w Łomiankach, żeby przystosował go do rozmiaru głowy ośmiolatki. I co zrobiono? We wnętrzu upchano więcej gąbki. Wieczorem Tata „wkręcił” mnie, że pierwszą noc po zakupie kasku trzeba w nim spać, więc spędziłam tę noc w kasku na głowie. Potem, gdy kupiliśmy lepsze opony do gokarta stwierdził, że aby mogły się dopasować do kierowcy muszę położyć je na noc pod łóżkiem.
Tata powtarzał, że skoro jeździmy gokartem, to musimy mieć pojęcie o jego działaniu, musimy umieć go serwisować. I tak trafiłyśmy do warsztatu, co szczególnie przypadło do gustu Anecie, która wolała grzebać w gokarcie niż się nim ścigać.
Aneta Markowska: Zawsze byłam bardziej techniczna niż Patrycja. Czyściłam więc gokarta, dokręcałam śruby, biegałam z młotkiem. Jeździć zaczęłam dopiero w 1989 roku, akurat, gdy Patrycja przestała, bo była już w szkole średniej i miała nieco inne zainteresowania. Szło mi dobrze, w 1992 roku byłam trzecia w Polsce, w kolejnych latach - piąta. Wystartowałam w pucharze zimowym w Kerpen na ulubionym torze kartingowym Schumachera. Śmieję się, że jego mama podawała mi frytki.
Dariusz Balcerzyk, IBRM SAMAR: Kiedy zaczęłyście pracować w firmie?
Aneta Markowska: Pracę w Edmark Auto zaczęłyśmy od sprzątania, mycia, jeżdżenia po części zamienne. Miałam 13 lat, gdy przychodziłam do biura, obsługiwałam klientów, przyjmowałam auta do serwisu.
false

© Archiwum prywatnePatrycja Markowska-Korczak: Wiadomo, firma rodzinna to trzeba pomagać. Cały czas się tutaj kręciłyśmy. Kiedy w 1991 tata zrobił biznesowy krok naprzód, byłam już na studiach, Aneta w szkole średniej, mogłyśmy więc już więcej pomagać.
Dariusz Balcerzyk, IBRM SAMAR: To moment, kiedy w historii Edmark Auto pojawia się Jeep?
Patrycja Markowska-Korczak: Tak, wówczas Tata podpisał umowę na sprzedaż i serwisowanie aut marek Jeep i Chrysler. Dlaczego? Należy wrócić do lat 80-tych, gdy poznał w Stanach amerykańską motoryzację i się w niej zakochał. Po przełomie strukturalnym w Polsce na początku lat 90-tych otworzyły się różne możliwości biznesowe. Jednocześnie nastała moda na amerykańskie samochody. W naszym przypadku zaczęło się od Willisa, regularnych zaproszeń na Jeep Jamboree do USA, pierwszego przerobionego Wranglera i pierwszej wyprawy Jeepami w Bieszczady z mamą i tatą. My wszystko robiliśmy rodzinnie. Teraz kontynuujemy tę tradycję: jesteśmy razem, wyjeżdżamy razem, cały czas chcemy być razem. Dzięki temu wychowałyśmy w Edmark Auto już czwarte pokolenie właścicieli.
false

© Archiwum prywatneDariusz Balcerzyk, IBRM SAMAR: W którym momencie przejęłyście stery firmy?
Aneta Markowska: W końcu 2006 roku jeden z klientów zaproponował Tacie zakup działki. Początkowo Tata opierał się. Twierdził, że jest warszawiakiem, lubi miasto, ale w końcu dał się namówić. Pojechał, obejrzał działkę i ją pokochał. A gdy jeszcze dowiedział się, że okoliczne tereny przed wojną były nazywane małą Ameryką, a w pobliskim miasteczku sporo mieszkańców nosi nazwisko Markowski uznał, że to jest jego miejsce.
Patrycja Markowska-Korczak: Tata przyszedł do nas i powiedział, że jeśli chcemy wziąć się do roboty, zostawi nam Edmark Auto, a jak nie - to go sprzeda. Wybrałyśmy pierwszą opcję, bo od dłuższego czasu i tak byłyśmy zaangażowane w działalność firmy. Okazało się, że świetnie się uzupełniamy. To czego ja nie lubię robić w firmie, Aneta akurat lubi, to czego Aneta nie lubi, zrzuca na mnie. Mamy podział zadań i jedna drugiej nie wchodzi w paradę. Oczywiście, czasem się kłócimy, ale zawsze z tego wychodzimy na zasadzie oczyszczenia, więc jest bardzo fajnie.
Aneta Markowska: Wspieramy się, a nie walczymy ze sobą.
Dariusz Balcerzyk, IBRM SAMAR: Jak wyglądały Wasze początki kierowania firmą bez parasola taty?
Patrycja Markowska-Korczak: Na początku trzeba było wypracować sobie szacunek u pracowników, którzy otwierali firmę z naszym Tatą. Musiałyśmy też nauczyć się prowadzenia biznesu, znajomości różnych haczyków korporacyjnych, poruszania się w branży. Oczywiście, wszystko to nie było łatwe, przydarzały się różne problemy. Za każdym razem jednak wszystko przykrywała nasza pasja. To dobry plasterek na wszelkie kłopoty.
Często spotykałyśmy się z niedowierzaniem klientów, że dwie młode siksy prowadzą serwis i salon samochodowy. Dziś jesteśmy bardziej dojrzałe i nikogo nie dziwi, że taką firmę prowadzą kobiety, ale wtedy był to szok.
false

© Archiwum prywatneMamy wielką satysfakcję, że Edmark Auto tworzył i nadal tworzy historię Jeepa, Chryslera i Dodge-a oraz RAM-a w Polsce. Na początku nie było żadnych standardów. Uczyłyśmy się tych aut i tworzyłyśmy standardy marki. Efekt był taki, że w wielu rankingach centrali Edmark Auto był na topie, także w najważniejszej dla nas klasyfikacji - poziomie satysfakcji klientów.
Dariusz Balcerzyk, IBRM SAMAR: Co się zatem stało, że nie sprzedajecie już aut marki Jeep?
Aneta Markowska: Cóż, w koncernie Stellantis zwyciężyła koncepcja oparcia sprzedaży na dużych, wielomarkowych dealerstwach. Postanowili wszystkie marki wrzucić do jednego worka.
Patrycja Markowska-Korczak: A my byliśmy i do dziś jesteśmy bardzo wyraźną firmą pod względem oferowanych marek. Takie świry amerykańskie.
Aneta Markowska: Dostałyśmy warunek: albo wprowadzimy inną markę z grupy, albo wypadamy. Edmark Auto to niewielka firma, pielęgnująca tradycje rzemieślnicze, z „butikowym” salonem, ale za to z cholernie dużą siłą i wolą przetrwania. Poza tym jesteśmy buntowniczkami. Powiedziałyśmy, że nie będziemy się zajmować markami, na których się nie znamy i do których nie czujemy pasji. W efekcie, Edmark Auto przestał oficjalnie sprzedawać Jeepa, ale nadal mamy autoryzowany serwis marki. Pozbyliśmy się największych obciążeń, czyli stoku niesprzedanych samochodów, rozliczeń z importerem co trzy miesiące i tym podobnych.
Patrycja Markowska-Korczak: Przeszłyśmy już wiele zmian właścicielskich marki Jeep, wiele zmian obrandowania, wyposażenia, więc powiedziałyśmy stop. Samochodów nie sprzedają meble, czy podłoga, tylko merytorycznie przygotowani ludzie. Śmieję się, że gdziekolwiek pojadę, nawet na urlop, to i tak oglądam salony samochodowe, meble, standardy. Według niektórych rankingów mamy w Polsce najdroższe salony, bo gdy wchodzą nowe standardy, to Polacy muszą je od razu spełnić. A pojedziesz do Włoch, czy do Austrii i zobaczysz, że tam nie ma takich wielkich salonów. Przeważnie są podobne do naszego salonu.
false

© Dariusz BalcerzykPomimo, że nie sprzedajemy Jeep-ów, nadal wspieramy klientów marki. Jesteśmy jedynym serwisem, który robi pakietowe przeróbki Wranglerów w nowych samochodach sprzedawanych przez sieć Stellantis. Ciągle czujemy się ambasadorami marki. Ostatnio doświadczyłam takiej nietypowej sytuacji: była sobota, salon był już zamknięty, ale coś jeszcze w nim robiłam i nagle przyjechał klient. Widzę, że spogląda przez szybę, więc otworzyłam salon, choć było już po godzinach. Pan na to mówi: „przepraszam, że przeszkadzam, ale właśnie wylądowaliśmy w Warszawie i chciałem swojemu wnuczkowi pokazać, gdzie 15 lat temu kupiłem swój samochód”. Byłam zszokowana, bo z sentymentu można odwiedzić dom, w którym się mieszkało, szkołę, muzeum, ale nie dealera samochodowego. A jednak…
Dariusz Balcerzyk, IBRM SAMAR: Życie, szczególnie w biznesie, nie znosi próżni. Skąd pomysł na zajęcie się sprzedażą jeszcze bardziej niszowych w Europie, amerykańskich marek Dodge i RAM?
Aneta Markowska: Kochamy pickupy RAM-a przynajmniej od czasu, gdy nasz Tata wyprowadził się wieś. Trzeba było coś tam zawieść i wówczas zamieniłam PT Cruisera na RAM-a.
Patrycja Markowska-Korczak: Ale tak na poważnie zaczęło się od tego, że w Edmark Auto robiliśmy sporo akcji serwisowych dla Dodge’a i RAM-a. W wielu warsztatach są one traktowane jak konieczność, a u nas jest odwrotnie, to magnez, przyciągający właścicieli aut do naszego serwisu. W pewnym momencie otrzymaliśmy informację, że już nie możemy robić serwisu, bo FCA zajmuje się tylko Jeepami, Lanciami, innymi markami. Odpisałyśmy, że mamy klientów Dodge’a, którzy chcą do nas przyjeżdżać. Potrzebujemy części zamiennych. Co zatem mamy robić? Skierowali nas do firmy KWA, która od 2019 roku jest oficjalnym przedstawicielem marek Dodge i RAM na Europę. A dziś szefem sprzedaży na Polskę jest Sławomir Szałkowski, były szef sprzedaży Jeepa-a i Chryslera.
Przyznaję, że jesteśmy trochę „wybredne”. Nie jest tak, że bierzemy jakąś markę i sprzedajemy jej auta. Przed podjęciem decyzji oceniamy czy klient nie zostanie na lodzie. Najpierw więc przeanalizowałyśmy procedury KWA pod względem obsługi posprzedażowej, bo możemy sprzedać wszystko, ale nie możemy potem zostawiać naszych klientów samych z ewentualnym problemem, nie możemy wsadzić ich na minę.
Sprawdziłyśmy, jak działa KWA i zdecydowałyśmy się na współpracę. Od tego momentu minęło już sześć lat. Znowu oferujemy fajne auta i dbamy o naszych klientów z serwisie. Samochody są dostosowywane do wymogów europejskiej homologacji i odpowiednio modyfikowane w Bremerhaven, dzięki czemu otrzymują dokument TUV i mogą być sprzedawane z gwarancją i z pełnym serwisem.
Dariusz Balcerzyk, IBRM SAMAR: jako sprzedawca samochodów amerykańskich nie poddajecie się modzie na auta elektryczne, choć i Tesla jest autem z USA.
Patrycja Markowska-Korczak: Po pierwsze, Tesla sprzedaje się głównie on-line, więc nie potrzebuje naszej pomocy. Po drugie, nie poddajemy się modzie, ale też nie odwracamy się do niej plecami. W naszej ofercie już jest elektryczny Dodge Charger Daytona, pierwszy w historii w pełni elektryczny muscle car, dostępny w dwóch wersjach: o mocy 496 KM (odmiana R/T) oraz o mocy 670 KM (Scat Pack).
Dariusz Balcerzyk, IBRM SAMAR: Jak postrzegacie przyszłość Edmark Auto za 10 lat?
Patrycja Markowska-Korczak: Mimo wszelkich problemów jesteśmy optymistkami. Mamy w naszej ekipie świetnych ludzi, z którymi stanowimy mocny zespół i to podkreślają nasi klienci. Sprzyja nam fakt, że jesteśmy mniejszą firmą i łatwiej zmieniamy się niż duże korporacje. Najważniejsze, że jesteśmy szczere w tym, co robimy. Klienci to widzą i doceniają.
false

© Archiwum prywatneO przyszłość jesteśmy też spokojne z tego względu, że w firmie pracuje już czwarte pokolenie właścicieli w postaci mojego syna, Kacpra. Widzę, jak z dnia na dzień kwitnie i staje się mocnym graczem w branży offroadu, czy modyfikacji terenowych. Widzę w nim tę samą pasję, która nam dodaje skrzydeł. Kacper jest świetnym spoiwem zespołu, uczył się od dziadka a teraz też od starszych członków naszego zespoły, którzy doceniają jego nowe pomysły oraz cele i wspólnie tworzą nowe fantastyczne projekty.
Aneta Markowska: Właściwie o to, jaki będzie Edmark Auto za 10 lat, powinieneś spytać Kacpra. Wtedy będzie to już jego firma i jego przyszłość. Może zechce postawić drugi punkt, może sprzedawać quady, a może więcej pick-upów, ale podejrzewam, że konsekwentnie utrzyma ten sam kierunek, z którego Edmark Auto jest znany, czyli ze wszystkiego, co dotyczy off-roadu, Jeepa i amerykańskiej motoryzacji, a może jakaś Chińska marka zdobędzie kawałek jego serca.
Dariusz Balcerzyk, IBRM SAMAR: Dziękuję za rozmowę.