/  / Renault Twizy – z pamiętnika kierowcy Batmobilka

TEST | Renault Twizy – z pamiętnika kierowcy Batmobilka

Renault Twizy 2016
© IBRM Samar
Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016Renault Twizy 2016

Ani to samochód, ani quad, ani skuter. Na pewno też nie rower ani hulajnoga. Czym zatem jest to dziwaczne wozidełko? Według dowodu rejestracyjnego: innym pojazdem samochodowym.

Trudno zdecydować, do czego Twizy jest bardziej podobne: do ośmiornicy z wodogłowiem, do jaja dinozaura, do Łunochodu czy może do auta Batmana? Chyba do wszystkiego po trochu. Najmniej przypomina zwykły samochód. Z przodu najbliżej mu stylistycznie do pojazdów księżycowych, z boku do jaja, z tyłu do czegoś na kształt urwanego odwłoku Ksenomorfa.

Próbuję otworzyć drzwi, ale pilot ma wyłącznie funkcję alarmu przeciwkradzieżowego. Nigdzie też nie mogę znaleźć klamki, gdyż… Twizy otwiera się od wewnątrz. Ma to sens w pojeździe, do którego w ogóle nie przewidziano bocznych szyb, nawet za dopłatą. Zresztą drzwi w standardzie auta producent też nie przewiduje. Za przyjemność ich posiadania należy dopłacić 1500 zł. Otwieram je zatem pociągając za uchwyt znajdujący się po wewnętrznej stronie. Szybko cofam rękę, aby nie została przytrzaśnięta. Drzwi otwierają się bowiem nie do boku, a do góry. Obchodzę Twizy i powtarzam operację z prawej strony. Teraz, ze skrzydełkami uniesionymi ku górze pojazd przypomina Batmobil. No, może ze względu na niewielkie rozmiary (długość 2,3 m, szer. 1,2 m, wysokość 1,4 m) – jest to raczej Batmobilek. Wracam do lewych drzwi, by zająć miejsce kierowcy, co w tym przypadku okazuje się całkiem bezsensownym odruchem. Kierownica znajduje się pośrodku kabiny, do której wejście jest równie trudne z obu stron.

Siadam na dość twardym siedzeniu (słowo fotel jakoś tu nie pasuje). O dziwo, przestrzeni na nogi, głowę i ramiona jest całkiem sporo. Regulowanie pozycji za kierownicą ogranicza się natomiast do przesuwania siedziskiem w przód i w tył. Tak jak w skuterze, quadzie czy motocyklu za kierowcą jest jeszcze miejsce dla pasażera (słowo kanapa tym bardziej byłoby nadużyciem).

Wkładam kluczyk do stacyjki znajdującej się po prawej stronie deski rozdzielczej. Już sam fakt obecności tradycyjnej stacyjki napawa mnie radością. Uważam, że proste rozwiązania są najlepsze. Do czasu. Przekręcam kluczyk i… otwieram schowek. Prawdziwa stacyjka jest ukryta za kierownicą, w głębi kolumny. Niby zwyczajnie, a jednak trudno do niej trafić, szczególnie po ciemku. Ponownie przekręcam kluczyk i… tym razem nic się nie dzieje. Batmobilek to pojazd elektryczny, więc na soczysty dźwięk spalinowej V ósemki nie ma co liczyć. Za to na blado-zielonym wyświetlaczu znajdującym się na kolumnie kierownicy, pojawia się czarna infografika pokazująca stan naładowania baterii, informację o zasięgu jazdy (przy naładowanych bateriach ok. 80 km zamiast deklarowanych przez producenta – 100 km), zegar, a w czasie jazdy prędkościomierz.
Bezskutecznie szukam dźwigni przekładni biegów. W Twizy procedura ich zmiany jest zredukowana do minimum. Wystarczy wybrać jeden z trzech przycisków na desce rozdzielczej: do jazdy w przód, do jazdy w tył oraz Neutral. Nie ma funkcji Parking. Żeby auto nigdzie się samo nie potoczyło, należy zaciągnąć dźwignię hamulca ręcznego, jakże oryginalnie umieszczoną w poprzek auta pod kolumną kierownicy.

Ruszam. Twizy okazuje się rzadkim przypadkiem auta, w którym możliwe jest wystawienie na zewnątrz obu łokci jednocześnie. Dwa "zimne łokcie" – taka sztuczka robi wrażenie. Natomiast o tradycyjnej w samochodach elektrycznych ciszy mogę zapomnieć. Brak szyb bocznych sprawia, że do kabiny docierają wszelkie dźwięki ulicy. Ma to swoje dobre strony. Doskonale słyszę zachwyty: "popatrz, jakie fajne auto", "ale ekstra!", "oj, oj, super!".

Dyskretnie staram się obserwować reakcje innych użytkowników drogi na widok Twizy. Pojazd ewidentnie wzbudza pozytywne uczucia. Na twarzach pasażerów mijanego autobusu widzę samą radość. W rewanżu obdarowuję ich uśmiechem a ‘la Batman, coś pomiędzy luzem Georga Clooneya, a spokojem Michaela Keatona. Przeglądam się w jednym z bocznych lusterek (tylnego wewnętrznego nie ma, bo i z tyłu nie ma szyby, tylko pełna ściana), ale zamiast Batmana widzę w nim raczej odbicie Jokera. Pocieszam się, że to efekt drgań lusterka. Cóż, jaki Batmobil, taki Batman.



Przyjemna jazda kończy się w momencie, gdy staję w korku na lewym pasie jezdni. Z prawej towarzyszy mi ciężarówka. Każdy jej ruch do przodu okupiony jest kłębem dymu, który swobodnie przelatuje przez otwartą na oścież kabinę Twizy. Zachowuję spokój i poprzez smog staram się dojrzeć wskaźnik zasięgu jazdy. Przykra niespodzianka: po kilku kilometrach posuwania się w korku zasięg spadł o dobre 15 km. W tym tempie nie dojadę do domu, czyli najbliższego, oddalonego o kilkanaście kilometrów, znanego mi miejsca, w którym mogę doładować pojazd. Co gorsze, niebo zaczyna się chmurzyć. Myśl o ulewie nie daje mi spokoju, jeszcze bardziej martwi mnie ewentualna potrzeba uruchomienia wycieraczki. Ileż ona musi zużywać prądu?!

Na szczęście korek rozładowuje się samoczynnie po kilku kilometrach. Dodaję gazu. Twizy reaguje z oporem, ale 17-konny silniczek elektryczny o momencie obrotowym równym 57 Nm daje radę rozpędzić je do ponad 70 km/h. Producent zapewnia, że autko jeździ nawet 80 km/h, ale nie ryzykuję. Wyhamowanie go nie jest takie proste. Brak wspomagania sprawia, że trzeba się napracować, by pojazd stanął w miejscu. Na szczęście jestem z pokolenia, które w świat motoryzacji wjeżdżało "Maluchem". Żadne problemy z hamowaniem nie są mi obce.

Dźwięki jakie Twizy wydaje podczas przyspieszania są porównywalne z odgłosem startującego odrzutowca. A ja nie mam ochoty na odlot. Na szczęście Batmobilek również nie przejawia takich tendencji i twardo trzyma się ziemi. Bardzo twardo. Mój kręgosłup czuje wyraźnie każdą nierówność na drodze, a tych - jak się okazuje - jest nadzwyczaj dużo. Ciut szybsze pokonanie progu zwalniającego kończy się niemiłym zgrzytem karoserii zdolnym obudzić najbardziej śpiącego policjanta  i dobiciem tyłu auta do asfaltu. Wszystkie niedogodności wynagradzają mi jednak liczne spojrzenia, jakimi auto (bo nie ja, nadal z miną a ‘la Joker) jest obdarzane. Zdają się mówić jedno: „ale super bryka”.

Do garażu dotarłem bez przeszkód. Wielkim plusem Twizy jest prostota ładowania jego litowo-jonowego akumulatora o pojemności 6.1 kWh. Wystarczy otworzyć klapkę w przednim zderzaku i wyciągnąć ze skrytki wtyczkę na długim kablu. Można ją podłączyć do tradycyjnego gniazdka, poczekać 3 godziny i autko znów będzie gotowe na ok. 80 km zachwytu. Czekając na ten moment zastanawiam się dla kogo właściwie jest to pojazd? Kto zdecyduje się na jego zakup w cenie prawie 34 tys. zł? Na dodatek, ktoś taki będzie jeszcze musiał co miesiąc płacić prawie 250 zł za wynajem baterii.

Autko nie nadaje się do codziennych podróży z domu do pracy i z powrotem. Przez większą część roku nie nadaje się też do jazdy w naszym klimacie (brak bocznych szyb i ogrzewania oraz szyba pleksi nad głową zniechęcą nawet takiego twardziela jak Batman). Właściwym miejscem dla Twizy są nadmorskie bulwary w południowej Europie, gdzie pogoda rozpieszcza turystów dłużej niż nad Bałtykiem.

Wydaje się, że jedynym raison d'être pojazdu jest osiągnięcie przez kierującego stanu emocji, który najlepiej określa krótkie, angielskie słowo "fun". Sam to poczułem i z żalem przyszło mi się rozstać z Batmobilkiem. Bo gdzie znajdę drugie auto, które wzbudzi tak wiele pozytywnych uczuć wśród innych kierowców, podróżnych w środkach masowej komunikacji, przechodniów na pasach oraz zwykłych pieszych? Have fun!
Odnośniki
 
comments powered by Disqus
 
Reklama

Szukasz konkretnego artykułu? Wpisz szukane słowo lub frazę.

Szukaj
Wyszukiwanie zaawansowane