/  / Na stacjach będzie drożej

Na stacjach będzie drożej

E-petrol.pl|

Kierowcy płacąc za tankowanie podczas wakacyjnych podróży cały czas nie muszą jeszcze sięgać głębiej do portfela. Ceny na stacjach rosną, ale powoli. Podwyżki może jednak przyspieszyć nie do końca uzasadniony wzrost cen ropy na światowych giełdach.

Ropa od początku sierpnia podrożała już niemal o 10 dolarów i kosztuje ponad 110 USD. Wpływ rosnących cen surowca jest już w Polsce widoczny na hurtowym rynku paliw, a w najbliższym czasie powinien się też zaznaczyć na stacjach.

Drożej w hurcie
Wzrost cen ropy na światowych giełdach, na który nałożyło się osłabienie złotówki, spowodował, że w cennikach krajowych producentów w ostatnich dniach dominowały podwyżki. Rafinerie od środy podnosiły ceny trzy razy. Z obniżką w mijającym tygodniu mieliśmy do czynienia tylko raz - we wtorek. Ceny benzyny spadły wtedy zarówno w PKN Orlen, jak i Grupie Lotos. Olej napędowy potaniał tylko w ofercie koncernu z Płocka.

W efekcie tej podwyżkowej serii na koniec tego tygodnia średnia hurtowa cena benzyny bezołowiowej 95 wynosi 4504,20 zł/metr sześc. To niemal 40 zł więcej niż w ubiegły piątek. Jeszcze wyraźniej, bo aż o 71,80 zł podrożał olej napędowy. Metr sześcienny tego paliwa w krajowych rafineriach kosztuje dzisiaj średnio 4500,70 zł. Prognozy na kilka najbliższych dni wskazują na możliwość kontynuacji zwyżki na rynku hurtowym.

Na stacjach jeszcze spokojnie
Na rynku detalicznym drugi tydzień sierpnia nie przyniósł dużych ruchów cenowych. Benzyny podrożały o grosz i za litr 95-oktanowej wersji tego paliwa płacimy w Polsce średnio 5,64 zł. Na poziomie z ubiegłego tygodnia utrzymała się cena oleju napędowego, która wynosi 5,57 zł/l. Potaniał autogaz – zmiana to 1 gr, a aktualna średnia cena tego paliwa wynosi 2,73 zł/l.

Olimpijski spokój na stacjach paliw jest raczej stanem przejściowym i w najbliższych dniach możemy spodziewać się wzrostu cen. Zmiany na rynku hurtowym dają przestrzeń do podwyżki na stacjach, na szczęście skala zmiany prognozowanej przez e-petrol.pl na najbliższy tydzień nie jest duża. Szacujemy, że ceny benzyny bezołowiowej w najbliższych dniach będą wynosić 5,62-5,73 zł/l. Za olej napędowy będziemy płacić 5,54-5,65 zł/l, a za autogaz 2,67-2,75 zł/l.

Wzrost na wyrost
Światowe rynki od kilku dni zdają się trwać w optymistycznym półśnie, licząc że mgliste sugestie ze strony szefa Europejskiego Banku Centralnego i amerykańskiego Fed są w stanie stanowić wystarczający impuls dla ogólnej poprawy koniunktury. Przy obecnych „twardych faktach” może to wręcz zastanawiać… A twardych faktów z pewnością nie brakuje. Dość przypomnieć, że mamy dziś publikację chińskich danych makro – dotyczą one bilansu handlu zagranicznego. Niższy eksport Chin jest ewidentnym powodem do zmartwień, a optymizm związany z danymi dotyczącymi inflacji, które okazały się w tym tygodniu dobre nie zastąpią raczej handlu, który stymulował drugiego konsumenta ropy naftowej. W warunkach ogólnoświatowego kryzysu trudności w wymianie handlowej nie powinny jednak stanowić zaskoczenia.

Ponadto negatywną prognozę popytu na nowy rok ogłosiła Organizacja Państw Eksportujących Ropę Naftową (OPEC). Obniżka o milion baryłek zapotrzebowania może również stanowić poważną sugestię, że światowa koniunktura ma się licho, bowiem nie od dziś wiadomo, że ropa – tak, jak każde inne dobro -  najlepiej sprzedaje się, kiedy nie trzeba robić oszczędności. Dodatkowym problemem, o jakim słyszeliśmy w tym tygodniu jest redukcja cen ropy przez Arabię Saudyjską dla odbiorców z Azji. Ma to spowodować, że nie zrezygnują oni z odbiorów zamówionej już ilości surowca.

Jedyny realny impuls pozytywny z ostatnich dni, to fakt, że w amerykańskiej gospodarce przybyło 170 tys. zatrudnionych. Wzrost taki nie może jednak stanowić argumentu podwżkowego na długi czas – a tak wyglądało to ostatnio. Do tego dochodzi wręcz zabobonna wiara w to, że nastąpi jakiś bliżej nieokreślony interwencyjny cud, który zastymuluje gospodarki po obu stronach Atlantyku. Niestety – patrząc na twarde dane makro i giełdowe zachowanie ropy nasuwa się żartobliwa aluzja. Bal na „Titanicu” trwa – inwestorzy nadal kupują, sądzą, że sytuacja nie jest najgorsza, a w razie czego ktoś pomoże. Niestety z kryzysem strefy euro jest jak z górą lodową – widzimy jedynie grecki czubek, a kto wie, co czai się głębiej…
 
comments powered by Disqus
 
Reklama

Szukasz konkretnego artykułu? Wpisz szukane słowo lub frazę.

Szukaj
Wyszukiwanie zaawansowane