/  / Kia Rio - Rio Grande

TEST | Kia Rio - Rio Grande

Kia Rio 2017
© IBRM Samar
Kia Rio 2017Kia Rio 2017Kia Rio 2017Kia Rio 2017Kia Rio 2017Kia Rio 2017Kia Rio 2017

Widzieliśmy je już na wystawie samochodowej, gdzie zrobiło ogromne wrażenie urodą. Ale tak naprawdę samochód można ocenić dopiero po przejażdżce. I taką właśnie przejażdżkę odbyliśmy. Oto nowa Kia Rio.

Już jej poprzedniczka robiła świetne wrażenie, zarówno stylistyką, jak wykończeniem i prowadzeniem. Nowa nie mogła być więc gorsza, tym bardziej że obecny na rynku już od dwóch lat jej „niejednojajowy bliźniak”, czyli Hyundai i20, zdążył już znaleźć tysiące fanów zarówno swego wyglądu, jak i innych zalet.

Nowa Kia Rio pokazała się z jak najlepszej strony. Jest jeszcze ładniejsza od poprzedniczki, ma dłuższą maskę, przez co nie można już jej zarzucić, że jest podobna do vana. Ma wyraziste „rysy twarzy”, mocne linie charakteru – jak styliści nazywają przetłoczenia w burtach karoserii, dominujące całą długość auta i dynamizujące lub uspokajające auto – oraz ich pochodne, linie wzdłuż maski. Ma także wyraźnie „rodzinne”, a jednak całkowicie własne lampy przednie i tylne. Efekt to samochód wyróżniający się z tłumu, co w dzisiejszych czasach nie jest oczywiste.

Ale zaklęcia stylistów to jedno, a sposób, w jaki samochód odbieramy, to co innego. Rio jest zaś samochodem jednoznacznie kojarzącym się pozytywnie. Jest inne, ale nie na siłę. Nie ma w nim śladu krzykliwości, jarmarcznych zdobień. Nikogo nie próbuje zaskoczyć, aby zwrócić na siebie uwagę. To istotne, bo klientela na samochody segmentu B jest bardzo szeroka i niepotrzebna egzotyka oznaczałaby tylko jedno: że Kia z marszu chce się odciąć od części potencjalnych nabywców. Na pewno nie jest wampem, który każdemu zawróci w głowie, ale i nie takie ma zadanie. To praktyczny, estetyczny samochód. W tym wcieleniu nie będzie miało innych odmian nadwozia. Tylko w drugiej połowie roku dołączy wariant crossover, czyli mocno uterenowiona wersja.

Wnętrze ma jeszcze inne zalety. Aż nie chce się wierzyć, że w niewielkim (nieco ponad 4 m długości) nadwoziu zdołano zmieścić tak ogromną kabinę i tak poważny bagażnik. A jednak! Choć nikt nie będzie próbował nikomu wmawiać, że fotele są jak w klasie wyższej (mają zbyt krótkie siedziska i niespecjalnie podpierają boki w skręcie), ale z pewnością umeblowanie jest tu wygodne i sprawdzi się nawet w długiej trasie. Jędrność obić obiecuje zaś, że będą trwałe. Z przodu siedzi się bardzo wygodnie. Swoboda ruchów jest zaledwie nieznacznie mniejsza niż w autach segmentu C. Z tyłu także nie ma problemów, jeśli do przewiezienia będą tylko dwie osoby. Mogą być nawet całkiem rosłe; wieźliśmy na kanapie kolegę o wzroście 185 cm i nie narzekał. Miejsca na głowę miał co najmniej dość, a i nogi mieściły mu się akurat.



Wszędzie znajdziemy schowki, stojaki, uchwyty. Żaden nie jest co prawda taki, jak w dużym vanie, gdzie miejsce znalazłaby i butelka napoju o pojemności 1,5 l, ale nie ma też najmniejszych podstaw do narzekania. Nic się nie będzie walało po kabinie. W konsoli środkowej są aż dwie półeczki, na których można położyć telefon czy okulary. Praktyczność bez zarzutu. Bez zarzutu jest też przemyślana obsługa. Właściwie wszystkie elementy sterowania i regulacji znajdziemy tam, gdzie sięgniemy odruchowo w ich poszukiwaniu, także nie trzeba szukać funkcji nadzorowanych za pomocą ekranu dotykowego. Są logicznie uszeregowane w intuicyjnym menu.

Wielka szkoda, że cały kokpit wykonano z bardzo twardego, w większości aż świecącego plastiku. Faktem jest, że nie udało się nam znaleźć ani jednego miejsca, gdzie tworzywa wykończeniowe byłyby nieczysto lub nierówno spasowane, gdzie cokolwiek poruszałoby się nawet pod silnym naciskiem. Bagażnik, jak na tę klasę pojazdu, jest wręcz bardzo duży i ma aż 325 l, co jest bliskie średniej wielkości dla aut kompaktowych (segmentu C). Może mieć podłogę mocowaną na dwóch poziomach, czego znaczenia funkcjonalnego nie trzeba nikomu tłumaczyć.

Auto będzie dostępne w Polsce tylko z trzema silnikami. Warianty z 3-cylindrowym silnikiem turbo w ogóle nie znajdują nabywców, więc lepiej skupić się na oczywistych wersjach. A te ograniczono do benzynowych wolnossących 1.2 (85 KM) i 1.4 (100 KM) oraz wysokoprężnego 1.4 CRDi o mocy 90 KM. Większy, benzynowy można łączyć z automatem. Jeździliśmy słabszym benzynowym i dieslem, pokonując całkiem spore dystanse, także po krętych i wymagających od aut drogach. I za każdym razem byliśmy zaskoczeni dzielnością napędów. Benzynowy silnik z oczywistych względów nie jest dominatorem, ma mikry moment obrotowy (122 Nm), ale nadrabia chętnym i posłusznym wkręcaniem się na obroty, czemu nie towarzyszą żadne niemiłe doznania akustyczne. Jego największą wadą jest zaledwie 5-stopniowa skrzynia biegów, przez co autostradowe odcinki mogą już być męczące. Jednak do 120 km/h nie ma najmniejszego problemu. Średnie zużycie paliwa wyniosło tu poniżej 6 l/100 km z mieszanej trasy.

Diesel natomiast to zaskakująco potężne źródło napędu. Mocny, zrywny, elastyczny – i oszczędny. Na trasie wystarcza mu 4,2 l/100 km, zaś w mieście niewiele ponad 5. Jak na tak spokojny samochód, mała Kia okazuje się bardzo miłą „zabawką”, co potwierdziliśmy nie tylko na krętych serpentynach, ale i na specjalnie przygotowanym torze sprawnościowym obok dawnego toru Formuły 1 w Estoril. Rio jest zwinne, zwrotne, świetnie słucha kierownicy i nie próbuje prostować każdego zakrętu, nawet jeśli kierowca wymusza boczne siły przełamujące możliwości przyczepne opon. Układ kierowniczy jest mile responsywny i optymalnie wspomagany.

Specyfikacja wyposażenie jest bardzo rozsądna, od najniższego poziomu mamy tu, z jednej strony, elektryczne szyby przednie i lusterka oraz klimatyzację, z drugiej zaś komplet 6 airbagów i obfitą ofertę opcji, także z zakresu bezpieczeństwa. Jako pierwsze auto w tym segmencie Kia może mieć system rozpoznawania pieszych na kursie i autonomicznego hamowania.

Niestety, nie ma nic za darmo. Kompletnie nowa konstrukcja ze znacząco sztywniejszej i wytrzymalszej stali, wyraźnie lepiej dopracowany układ jezdny i bogatsze wyposażenie, wszystko to znalazło odbicie w wyższym cenach poszczególnych wariantów. Trudno byłoby jednak zarzucić producentowi chciwość czy bezpodstawność podniesienia cen. To jest naprawdę lepsze auto. Choć małe, to jednak wielkie.

Maciej Pertyński
Odnośniki
 
comments powered by Disqus
 
Reklama

Szukasz konkretnego artykułu? Wpisz szukane słowo lub frazę.

Szukaj
Wyszukiwanie zaawansowane