/  / Kanada pachnąca Audi

Kanada pachnąca Audi

Audi Q7 - 2015
© IBRM Samar
Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015Audi Q7 - 2015

Ponad 2,5 tys. kilometrów podróży przez góry i lasy Kanady autami, których Kanadyjczycy jeszcze nie znają. Co więcej, których tablice rejestracyjne są im zupełnie obce. Nic dziwnego, że wzbudzaliśmy zdziwienie i zainteresowanie wszędzie, gdzie się pokazaliśmy.

Polski oddział Audi po raz kolejny zaskoczył dziennikarzy organizując egzotyczne jazdy testowe. Tym razem możliwości modelu Q7 najnowszej generacji zostały zweryfikowane podczas 6-dniowej wyprawy w południowo-zachodniej Kanadzie. Trasa przebiegała autostradami, lokalnymi drogami oraz bezdrożami  dwóch prowincji: Alberty oraz Kolumbii Brytyjskiej.

Nowe Audi Q7 jest jeszcze niedostępne w Kanadzie, a jego premiera planowana jest w tym kraju dopiero na grudzień. Jesteśmy więc w lepszej sytuacji niż Kanadyjczycy. W Polsce Q7 dostępne jest już od kilku miesięcy. W związku z tym auta do testów przypłynęły do Kanady z grodu nad Wartą na poznańskich numerach rejestracyjnych.

Dla nas był to nie tylko powód do dumy, ale również… pewien kłopot. Polskie Audi nie miały bowiem wgranej komputerowej mapy Ameryki Północnej. O używaniu nawigacji w smartfonach mogliśmy zapomnieć z powodu wysokich kosztów transferu danych w roamingu, chyba że ktoś zaopatrzył się w aplikację z mapami dostępnymi off-line. Takich jednak nie było wielu, zatem jedynym wyjściem był powrót do klasycznej, drukowanej mapy, co zbliżyło nas bardzo do dawnych podróżników przemierzających szlaki Canadian Rockies, najwyższego pasma w kanadyjskiej części Gór Skalistych. Ale mieliśmy łatwiej: wozy zaprzęgnięte w dwa konie zamieniliśmy na pojazdy ciągnięte przez 272 Konie Mechaniczne (Audi Q7 3,0 TDI) lub nawet 333 KM (Audi Q7 3,0 TFSI). I nie byliśmy atakowani przez dzikich Indian, a wszelkie przejawy zainteresowania naszymi wozami miały jak najbardziej pokojowy charakter.

Punktem startowym naszej wyprawy było Calgary, rozsławione Zimowymi Igrzyskami Olimpijskimi, które odbyły się w tym mieście w 1988 roku. Niestety, jak w przypadku większości gospodarzy igrzysk, także i tu wioska olimpijska po dwóch tygodniach chwały i sławy, w kolejnych latach popadła w ruinę. Turystów straszą pozostałości skoczni i toru bobslejowego (na którym startował legendarny zespół Jamajczyków. Ich bobsleje można podziwiać w Calgary). Polskim akcentem jest spore zdjęcie Justyny Kowalczyk, choć nasza biegaczka z oczywistych względów nie startowała w tych igrzyskach.

Obecnie Calgary jest głównym centrum korporacyjnym kanadyjskiego przemysłu ropy naftowej i gazu ziemnego. Wygląda na to, że o igrzyskach już nie pamięta. Nie odwraca się jednak od przeszłości, czego dowód mieliśmy zwiedzając Heritage Park, unikalny skansen przedstawiający budownictwo czasów pierwszych osadników w zachodniej Kanadzie.

Z Calgary podróżowaliśmy do Vancouver, choć nieco okrężną drogą, przez leśne tereny parków narodowych: Banff, Jasper oraz Mt. Robson (z najwyższym szczytem kanadyjskich Gór Skalistych – górą Robson o wysokości 3 954 m n.p.m.). Po drodze zdobyliśmy lodowiec Athabasca, co w kontekście obecnych upałów samo w sobie stanowi miłe wspomnienie. Dalej udaliśmy się do uroczo położonego nad jeziorem Okanagan miasta Kelowna, znanego z piaszczystych plaż. Stamtąd już prostą drogą pojechaliśmy do Vancouver, ostatniego jak do tej pory kanadyjskiego gospodarza zimowych igrzysk olimpijskich (w 2010 roku).

Podróżowanie po Kanadzie różni się nieco od polskiego stylu jazdy. Przede wszystkim jest znacznie spokojniejsze, co wynika choćby z restrykcyjnych (z europejskiego punktu widzenia) przepisów dotyczących maksymalnych dozwolonych prędkości, które nie przekraczają na autostradach poziomu 100-120 km/h. Dzięki temu wielkie auta o często bardzo mocnych silnikach poruszają się wielce statecznie, a w utrzymaniu się w ryzach przepisów pomaga bardzo skrupulatnie wypełniająca swe obowiązki kanadyjska policja. Co ciekawe, na ogół stróże prawa są niewidoczni na drogach, ale w magiczny sposób materializują się zawsze wtedy, gdy są potrzebni. A przekroczenie dozwolonej prędkości jest karane surowiej niż w Polsce. Oprócz pieniędzy można również okresowo stracić prawo jazdy i samochód. Zaletą spokojnej jazdy jest natomiast oszczędność paliwa. Nasze 333-konne benzynowe Audi spalało średnio ok. 6 l/100 km.

Dodatkowo, ograniczenia prędkości mają wpływ na bezpieczeństwo ludzi i … zwierząt. Nieraz widzieliśmy spacerujące wzdłuż drogi łosie, jelenie, czy niedźwiedzie. Zderzenie przy szybkiej jeździe z ponadstukilogramowym zwierzęciem nie może skończyć się dobrze ani dla niego ani dla kierowcy.

Stan kanadyjskich dróg napawał nas dumą z osiągnięć polskich budowniczych autostrad. Oczywiście w Kanadzie autostrad jest znacznie więcej, ale przeważnie są dwupasmowe (czyli jak u nas), a ich stan często pozostawia wiele do życzenia. Podobnie, jeśli chodzi o wygląd mijanych wsi i osiedli, odnosiliśmy wrażenie, że polskie budownictwo jest znacznie solidniejsze. Z drugiej strony, dom z dykty można wybudować znacznie taniej niż ceglany, więc na kanadyjskiej wsi przeważa zabudowa jednorodzinna, posadowiona na dużych działkach. Taki drewniany, tani dom łatwiej jest też sprzedać, gdy nowa praca wymaga przeniesienia się na drugi kraniec kontynentu.

Kolejnym naszym zdziwieniem była obecność przy drogach wielu zostawionych „na wieki” starych pojazdów, których metryki sięgały kilkudziesięciu lat wstecz. Widocznie nie tylko Polska boryka się z problemem motoryzacyjnego złomu. Kanadyjczycy mają jednak bardziej sentymentalne podejście do tego problemu. Zdarzało się nam spotykać całe „muzea” starych aut rdzewiejących pod chmurką. Ich właściciele chętnie oprowadzali turystów, prezentując dumnie swe „eksponaty”.

Nasze Audi Q7 wzbudzały zainteresowanie nie tylko z powodu obcej rejestracji, ale również wyposażenia w systemy nieznane jeszcze (bądź niedozwolone) w Kanadzie, takimi jak np. reflektory Matrix LED, czy dynamiczny system sygnalizacji tylnych kierunkowskazów, których poszczególne segmenty zapalają się od wewnątrz do zewnątrz, w kierunku skręcania. Takie „pływanie” kierunkowskazów zachwycało Kanadyjczyków, którzy z zapałem kręcili filmiki swymi smartfonami.

Obecność Audi Q7 w Kanadzie to oczywiście nie jest przypadek. Niemiecki producent walczy bowiem usilnie o rynek północnoamerykański. Ze swym największym w gamie modelem, który nie ustępuje wielkością tradycyjnym „pełnowymiarowym” SUV-om amerykańskim i może przewieźć siedem osób, ma wszelkie szanse na osiągnięcie sukcesu. Więcej o nowym Audi Q7 już wkrótce na naszej stronie.

Wojciech Drzewiecki
Odnośniki
 
comments powered by Disqus
 
Reklama

Szukasz konkretnego artykułu? Wpisz szukane słowo lub frazę.

Szukaj
Wyszukiwanie zaawansowane