/  / Elektrycznym Citroenem dookoła świata

Elektrycznym Citroenem dookoła świata

Bogusław Korzeniowski|
null
nullnull

Na Rynku Głównym w Krakowie miałem okazję poznać dwójkę młodych ludzi, którzy zasługują na miano „podróżników XXI wieku”. Antonin Guy i Xavier Degon dojechali tu samochodem elektrycznym Citroen C-Zero. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że … dwaj podróżnicy tym autem objechali dookoła kulę ziemską!

Mały zasięg i konieczność ładowania na trasie zniechęca wiele osób do samochodów elektrycznych. Jednakże Antonin i Xavier właśnie jazdę w nieznane bez paliwa uznali za najbardziej fascynującą przygodę. Podróż zaczęli 11 lutego w Strasburgu, gdzie wrzucili do samochodu torby z ubraniami na 2 tygodnie, kable do ładowania i - przy mrozie „-20 stopni” - wyruszyli na spotkanie przygody. Trasa wiodła przez Belgię do Holandii, gdzie zaokrętowali się na statek i popłynęli do Nowego Yorku. Stamtąd przemierzając całą Amerykę dotarli do San Francisco w Kalifornii. Jak powiedział Antonin trochę bali się ogromnych amerykańskich przestrzeni, kultury ropy naftowej i wielkich pick up’ów, ale na miejscu okazało się że byli bardzo mile przyjęci, a „tankowanie”, czy raczej podłączenie prądu nie sprawiało żadnych problemów.

Jednak prawdziwa przygoda rozpoczęła się dopiero później. O ile część przejazdu z Tokyo (dokąd dopłynęli z San Francisco) do Nagasaki wspominali jako miłą wycieczkę po kraju z doskonałą infrastrukturą, gdzie mimo nieznajomości języka bez najmniejszych problemów udawało się „ładować akumulator”, to dalsza podróż była już podróżniczym wyzwaniem.

Z Japonii popłynęli do Malezji, by stamtąd przez Tajlandię i Wietnam dotrzeć do Państwa Środka. Tutaj zaczęła się prawdziwa przygoda. Jak wspominał Xavier, gdy w pewnym momencie rozładowały się baterie auta, stanęli na pustkowiu nachodziły go myśli: „po co ty się chłopie w to wpakowałeś”. Jednak teraz po przejeździe przez Chiny, Kazachstan, Rosję i Ukrainę do Polski, mogąc oddychać cywilizacją zachodu, z uśmiechem wspominają te siedem miesięcy wyprawy.

Nie mogło oczywiście zabraknąć pytania o najbardziej nieprzyjemne chwile i o te, które są miłym wspomnieniem. Odpowiedź była momentalna. Najgorsze chwile były gdy na pustkowiu i bezludzi brakowało prądu. Najprzyjemniejsze zaś, gdy znaleźli już gniazdko, do którego można było podłączyć ładowanie. Teraz droga z Krakowa prowadzi do Czech, Niemiec i do mety w Strassburgu. Tam zaś, jak obydwaj podkreślali… własne łóżka.

Bogusław Korzeniowski
Odnośniki
 
comments powered by Disqus
 
Reklama

Szukasz konkretnego artykułu? Wpisz szukane słowo lub frazę.

Szukaj
Wyszukiwanie zaawansowane