/  /  /  /  / Podróż za jeden uśmiech
Volkswagen Multivan

Volkswagen Multivan GP

Zmień
SegmentMinibusy
Emisja CO2-
Żużycie paliwa-
 

Podróż za jeden uśmiech

IBRM Samar|
Kościół w Berlinie zbombardowany w czasie II wojny
© IBRM Samar
Kościół w Berlinie zbombardowany w czasie II wojnyWypożyczalnia rowerów w BerlinieMur berlińskiKatedra Notre DameWypożyczalnia rowerów w ParyżuSacre CoeurMont Saint MichelKościół w Sainte-Marie-Du MontJedna z tablic upamiętniających dni inwazji w NormadiiPamiątka z czasów wojnyPlaże NormadiiZamek SerrantZamek SerrantZamek ChenonceauxZamek Chenonceaux

5 tysięcy kilometrów, 5 państw, 6 osób i jeden samochód – różnorodne krajobrazy, inne oczekiwania i wspólna opinia „było fajnie”. Poczytajcie, jak Volkswagen Multivan spisał się w naszym wielkim, francuskim teście.

Pod koniec czerwca zapada decyzja: przetestujemy Multivana w długiej trasie. Dotychczas nasze doświadczenia z tym samochodem ograniczają się do wieloosbowych wojaży po Polsce, nie wiemy jednak jak jeden z flagowych pojazdów Volkswagena poradzi sobie z długą drogą, nadmiarem bagażu i wyśrubowanymi oczekiwaniami dotyczącymi komfortu podróżowania. Naszym celem są słynne i urokliwe Zamki nad Loarą – po drodze do krainy położonych w zielonych dolinach winnic i przepięknych, bogatych zamków chcemy jednak zobaczyć nowoczesny Berlin, romantyczny Paryż, zjawiskowy Mont Saint Michael, plaże Normandii i małe francuskie miasteczka. Zapowiada się więc długa wycieczka, różne trasy i duże wyzwanie dla nawigacji niemieckiego koncernu.

Z Warszawy wyruszamy o 6 rano, wcześniej jednak pakujemy samochód – całkiem spory bagażnik wypełniamy równo ułożonymi kabinówkami, liczne schowki zapełniamy dużym zapasem słodyczy, gier, elektronicznych akcesoriów i zabranych na wyjazd książek, do tego dorzucamy bagatela 70 butelek napojów i gotowe. Kilka minut rozważamy najwygodniejsze ułożenie foteli – w końcu decydujemy się na pozostawienie drugiego rzędu siedzeń przodem do rzędu trzeciego – ten układ okazuje się najwygodniejszy i pozostaje do końca wyjazdu. W domu zostawiamy mapę – przez najbliższe dni zamierzamy w pełni zaufać samochodowej nawigacji ustawionej na tryb dynamiczny i informującej nas o wszystkich trudnościach na drodze. Potem przekonamy się, że w Niemczech system sprawdza się znakomicie ułatwiając nam objazd bocznymi drogami wszystkich autostradowych korków, we Francji natomiast radzi sobie znacznie gorzej. W pewnym momencie, z powodu rzekomych korków nawigacja sprowadza nas na boczne drogi i zamiast o 23, którą zapowiada jako czas dojazdu docieramy o 2, gdy jednak następnym razem zniechęceni trudnościami wyłączamy ją za 10 minut, o ironio - stajemy w równym i długim rządku samochodów.

Wyjazd z miasta w gorący letni dzień mimo wczesnej pory to droga przez mękę, kto jednak zmęczony, szybko wybiera sobie najdogodniejszą pozycję do snu i nadrabia straconą noc. Reszta ucieka przed słońcem zamykając przeciwsłoneczne rolety zakrywające wnętrze naszego samochodu przed oczami ciekawskich spojrzeń. Mimo nie najlepszej trasy (możemy jednak obserwować zaawansowane prace nad autostradą do Warszawy i ze Świecka do Nowego Tomyśla) kilometry lecą dość szybko, by znacznie przyspieszyć, gdy tylko pojawia się drugi pas i upragniony znak „droga ekspresowa” lub „autostrada”. Gdy docieramy do granicy mimo kilku godzin w samochodzie czujemy się wypoczęci i zadowoleni, a po minięciu słupka granicznego, gdy pojawia się przed nami niemiecki autobahn w Multivana wstępują nowe siły. Samochód jest stworzony do niemieckich autostrad! Ustawiony na 130 km/h tempomat pozwala nam szybko i bezpiecznie dotrzeć pod drzwi berlińskiego hotelu, tam czeka nas jednak przykra niespodzianka – hotelowy parking przeznaczony jest tylko dla samochodów o wysokości mniejszej niż 1,90 metra; pokierowani przez nawigację do jednego z 25 parkingów znajdujących się w obrębie najbliższych 5 kilometrów szybko jednak zapominamy o problemie i ruszamy na podbój miasta.

Następnego dnia, po porannym zwiedzaniu stolicy Niemiec, przed nami ponad 1000 km do Paryża. U naszych zachodnich sąsiadów nie ma jednak problemu z szybkimi drogami – zaczynająca się kilka kilometrów za Berlinem autostrada kończy się kilka kilometrów przed naszym paryskim celem. Niemieckie autostrady, znane nam z wysokich standardów i braku limitu prędkości, zaskakują nas tym razem jednak czymś innym – nadmiarem Multivanów – patrząc na innych współużytkowników drogi można odnieść wrażenie, że samochody te w Niemczech sprzedają się, jak świeże bułeczki. Kilkaset kilometrów mija nam bardzo szybko, prawie niezauważalnie mijamy granice holenderską, a następnie belgijską, by wjechać do znanej z restrykcyjnego przestrzegania przepisów Francji. W międzyczasie decydujemy się na zmianę kierowcy – po 700 kilometrach bardzo wygodny fotel „kierownika wycieczki” zaczyna powoli dokuczać, choć może to kusząca z tyłu obszerna kanapa i smaczne espresso zachęcają do zmiany miejsca. Na belgijskiej autostradzie dopada nas pierwsza (i ostatnia) podczas podróży ulewa– wielkie krople i specjalne znaki drogowe nakazujące ograniczenia prędkości w czasie deszczu powodują obniżenie prędkości na tempomacie, ale wcale nie zmniejszają naszego poczucia bezpieczeństwa i komfortu prowadzenia samochodu; Multivan trzyma się drogi i pewnie wchodzi w zakręty.

We Francji parkujemy na typowym dla Paryża niewielkim parkingu – Multivana, mimo swoich dużych gabarytów, dzięki systemom wspomagającym parkowanie i niewielkiemu promieniowi skrętu parkuje się niczym osobowego kompakta. Nie ryzykujemy jednak sprawdzenia, jak samochód poradzi sobie na paryskich rondach i parkingach, na których odnajdowanie przestrzeni do parkowania polega na przestawieniu własnym zderzakiem samochodu z tyłu i z przodu, i przesiadamy się do metra. Po kilku dniach stęsknieni za wygodną kanapą, miejscem do gry w Scrabble i naszą muzyką znów zasiadamy do przyjaznego Volkswagena by ruszyć dalej. Kolejny cel to Wersal – tu znów, wśród morza turystów z Niemiec parkujących swoje obszerne Multivany, czujemy się jak w domu. Po obejrzeniu królewskich ogrodów i wszechobecnych złotych wykończeń jedziemy dalej – przed nami znane z puzzli opactwo Mont Saint Michael. Po przejechaniu dziesiątek kilometrów przez małe miasteczka kuszące zapachem bagietki i słodkich Pain au Chocolat docieramy na położony przy grobli parking. Mont Saint Michael to wyspa połączona z lądem zalewaną raz na jakiś czas groblą. Przed zostawieniem samochodu upewniamy się, o której godzinie planowany jest przypływ i czy miejsce, w którym parkujemy nie jest zagrożone dziś zalaniem. Ogromny parking jest zastawiony osobówkami o rejestracjach z całego świata, i camperami, których właściciele z uśmiechem na ustach przemierzają Francję. Niezależnie od typu samochodu wszystkich łączy to samo – zestaw turystycznych krzesełek, stolik i popakowane w pudełka jedzenie – nieprzygotowani do takiego pikniku rozpoczynamy zwiedzanie. Zauroczeni Mont Saint Michael, ze świadomością, że pora odjeżdżać, siedzimy jeszcze na parkingu i chłoniemy ostatnie widoki na wyspę – świadomość jej ogromu i kilkusetletniej historii czyni z nas niewielkich ludzi w równie niewielkim samochodziku. Otwarte na oścież drzwi zapewniają nam szeroki kąt widzenia – żal ruszać...

Komu w drogę, temu czas – przed nami kolejne wyzwania. Tym razem wyruszamy na północ, na plaże Normandii, które tak głośno zapisały się w historii II Wojny Światowej – samochód zostawiamy w cieniu starych drzew, które obserwowały lądowania Aliantów i niespiesznie spacerujemy po leniwie żyjącym miasteczku. Drogowskazy kierują nas na Utah Beach – czym bliżej bunkrów i śladów burzliwej historii, tym bardziej męska część naszej wycieczki chce jechać szybciej i być bliżej. Miarowo naciskany pedał gazu sprawia, że 2 litrowa jednostka zaczyna szybciej i ostrzej pracować, a dwusprzęgłowa skrzynia DSG szybko zmienia biegi.

Kolejne dni płyną nam pod znakiem zamków nad Loarą- są więc obłędne zamki (szczególnie polecamy zwiedzanie położonego na wodzie Chenonceux, a także położonych w niewielkich, ale bardzo przyjaznych miasteczkach Saumur, Chinon i Amboise), kilkudziesięciokilometrowe przejazdy, nowe hotele, niewielkie parkingi, w których opanowujemy do perfekcji parkowanie Multivana, komfortowe autostrady i niewielkie uliczki. Mijane kilometry zostawiają w nas wiele wspomnień, ale nie psują naszych pierwszych wrażeń nt. Volkswagena. Na pytanie o zalety Multivana każdy z naszej szóstki reaguje szybko, problemy mamy tylko gdy naszą Top Listę trzeba ograniczyć do jednego elementu, na szczególną uwagę niezaprzeczalnie zasługują jednak:
- dynamiczny i elastyczny jak na dużą masę silnik 2,0 180 KM, który w połączeniu z tempomatem potrafi odciążyć nas w czasie podróży (pozostaje tylko trzymać ręce na kierownicy i myśleć),
- doceniana już wielokrotnie dwusprzęgłowa skrzynia DSG, w oparciu o którą konkurencja tworzy teraz swoje nowe rozwiązania,
- komfort podróżowania – wygodne tylne kanapy z podłokietnikami, możliwość zmiany ustawienia tylnych rzędów siedzeń, stoliczek,
- mnogość schowków, których zliczania nawet się nie podejmujemy i które w ciężkich chwilach zmęczenia pozwolą ukryć przed resztą rodziny ukochany batonik,
- system wspomagający parkowanie, z którym spory samochód zaparkuje się w niewielkim miejscu (w tym miejscu warto wspomnieć o rozsuwanych tylnych drzwiach, które też zmniejszają zapotrzebowanie na przestrzeń parkingową),
- wygodny fotel kierowcy i połączona z nim konsola – dobrze rozplanowana przestrzeń i komfortowy fotel ofiarowujący wiele możliwości ułożenia siedzenia.

Gdy zastanawiamy się nad wadami, jedyne co przychodzi nam do głowy to konieczność lepszego planowania podróży pod kątem parkingów – nie wszystkie są bowiem dostępne dla tak wysokiego samochodu.

Daleka podróż do Polski to test dla zbiornika paliwa. Przejażdżając najpierw przez małe miasteczka, a następnie wjeżdżając na autostradę, z zainteresowaniem śledzimy strzałkę poziomu oleju napędowego – ta dzielnie trzyma się w miejscu. Na trasie jeden bak starcza nam na około 1000 km, co daje spalanie na poziomie około 8 l/100 km. Zwykle, gdy wraca się do domu, chce się być w nim jak najszybciej, dlatego nasza trasa powrotna to też szansa na sprawdzenie przyspieszenia Multivana. Gdy na niemieckiej autostradzie pojawia się znak braku ograniczenia prędkości strzałka prędkościomierza bez problemu osiąga 180 km/h, a luz pod pedałem gazu udowadnia nam, że moglibyśmy spróbować jechać jeszcze szybciej. Długie godziny na autostradzie po 10 dniach podróżowania czynią nas wybrednymi w sprawie komfortu, z rozprostowanymi nogami, lekko przysypiając albo grając zawzięcie w Scrabble nie mamy do czego się przyczepić. Jest wygodnie, szybko i...doskonale. Gdy zmęczeni docieramy do rogatek Warszawy, pełni wrażeń, pamiątek i z dobrym humorem pada pytanie „Co na wyjeździe podobało wam się najbardziej?”. Prawie wszyscy z rozrzewnieniem mówią o Mont Saint Michael i zastanawiają się, czy to na pewno najlepsze wspomnienie i tylko najmłodszy z nas, lekko znudzony zwiedzaniem, leniwie przeciągający się w fotelu dwunastolatek mówi „Najfajnieszy był Multivan” – i to chyba najlepsze podsumowanie tego swoistego testu.

Podziękowania dla firmy Kulczyk Tradex za udostępnienie nam samochodu.
Odnośniki
 
comments powered by Disqus
 

Szukasz konkretnego artykułu? Wpisz szukane słowo lub frazę.

Szukaj
Wyszukiwanie zaawansowane
Reklama