/  / Trzynaście lat to za mało

Trzynaście lat to za mało

IBRM Samar |
null
null

Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR: Trzynaście lat to zbyt krótki czas, by uruchomić wielkoseryjną produkcję własnych samochodów elektrycznych, które mogłyby konkurować z powodzeniem z autami zagranicznymi. To jednak wystarczająco dużo czasu, by zachęcić już działających inwestorów z branży motoryzacyjnej, by u nas ulokowali produkcję samochodów z alternatywnym napędem.

Wiadomości biznesowe są integralnym elementem Strefy Biznesu, płatnej części serwisu samar.pl skierowanej do profesjonalistów. W celu uzyskania pełnego dostępu do tej części serwisu prosimy o kontakt pod adresem email licencja@samar.pl lub poprzez formularz kontaktowy.
Paweł Janas, IBRM Samar: Dużo się ostatnio dyskutuje o elektromobilności, a rząd przekonuje, że do 2025 roku po polskich drogach będzie jeździło milion aut na prąd…

Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR: Co ciekawe, Ministerstwo Rozwoju chce, by część z nich była wyprodukowana w Polsce i to przez rodzimy przemysł. Cieszy fakt, że po niemal 20 latach polskie władze podjęły próbę kompleksowego nakreślenia kolejnego planu rozwoju rynku motoryzacyjnego w Polsce, w tym produkcji aut na prąd. Wstępem do jego realizacji ma być „ raport otwarcia” zapowiedziany na koniec I kwartału 2017 roku. Rząd zobowiązał się do zaprezentowania w nim analizy mającej „zdefiniować zaplecze technologiczne projektu, tj. firmy podwykonawcze, dostawców rozwiązań peryferyjnych, istniejące fabryki, które mogłyby zostać zaadoptowane do produkcji pojazdów elektrycznych oraz raz jednostki naukowo-badawcze zaangażowane w rozwój elektromobilności”.

Na jakie kluczowe pytania powinien dać odpowiedź raport otwarcia?

Moim zdaniem, ważne będzie wskazanie w tym raporcie kilku podstawowych faktów: czy mamy zakłady, które mogą produkować komponenty  do aut elektrycznych, np. nowoczesne akumulatory? Czy są ośrodki prowadzące badania w dziedzinie elektrycznej motoryzacji? Czy są polskie zakłady, które mogą rozwijać taką produkcję przy wykorzystaniu własnych, innowacyjnych rozwiązań technicznych? Dzisiaj monopol na tego rodzaju produkcję mają firmy działające poza Polską, a nawet poza Europą. Pierwsze jaskółki rozwoju w naszym kraju przemysłu pracującego na rzecz elektromobilności już jednak są. Koreański koncern LG właśnie położył podwaliny pod fabrykę, która za kilka lat będzie, jako pierwsza w Europie masowo produkować baterie litowe dla branży motoryzacyjnej. Jak ważna jest to inwestycja może świadczyć fakt, że na uroczystości położenia kamienia węgielnego byli obecni członkowie zarządów światowych koncernów motoryzacyjnych: Audi, BMW, Daimlera, Jaguara Land Rovera, Porsche, Renault czy Volkswagena.

Autorzy raportu otwarcia powinni zapewne także uwzględnić powiązanie rozwoju elektromobilności w Polsce z krajowym systemem szkolnictwa.

Warto odpowiedzieć sobie na pytanie: które uczelnie już obecnie mają odpowiednie kadry dydaktyczne i dorobek naukowy umożliwiający kształcenie specjalistów w zakresie elektromobilności? A które należy wesprzeć, by taki potencjał stworzyły? Co więcej, z tego punktu widzenia ważne są nie tylko wyższe uczelnie, ale także szkoły zawodowe, które będą w stanie przygotować odpowiedni personel techniczny. Dobrze, że władze zdają sobie także sprawę z konieczności wybudowania odpowiedniej infrastruktury ładowania, bez której nie ma co nawet myśleć o rozwoju rynku samochodów elektrycznych w Polsce. Technicznie jest to dość prosta sprawa, trzeba tylko znaleźć partnerów biznesowych, dla których zachętą do inwestowania mogłyby być np. ulgi podatkowe.

Kluczową kwestią jest odpowiedź na pytanie jak zachęcić klientów do kupna samochodów na prąd.

Dziś średnia cena używanego, sprowadzanego z zagranicy, auta z tradycyjnym napędem (a takie dominują na naszym rynku) to ok. 25 tysięcy złotych. W przypadku nowego samochodu elektrycznego jego wartość przekracza średnio 100 tys. zł. Bez odpowiedniego wsparcia fiskalnego, o którym zresztą rząd wspomina, trudno będzie namówić klientów, by kupowali auta z alternatywnym napędem. Nie zapominajmy także, że bez radykalnego postępu w produkcji baterii, niewielki zasięg samochodów elektrycznych może zniechęcać klientów do zakupów. Dotyczy to  szczególnie tych osób, które maja ograniczone zasoby finansowe i stać ich jedynie na zakup i utrzymanie jednego auta. To wszystko powoduje, że wyznaczony przez resorty rozwoju i energii cel na poziomie miliona aut elektrycznych za 10 lat może być trudny do osiągnięcia.

Czy są jakieś kwestie związane z elektromobilnością, które dotychczas nie były brane pod uwagę?

Coraz częściej pojawiają się informacje, że rząd niemiecki chce zakazać od 2030 roku rejestrowania samochodów z tradycyjnymi silnikami. Oznacza to, że po tym terminie rejestrowane będą wyłącznie samochody elektryczne. Dla przemysłu motoryzacyjnego w Polsce byłaby to bardzo istotna zmiana. Niemcy to nasz główny eksportowy odbiorca komponentów samochodowych, w Polsce działają też fabryki samochodów, których produkcja w znacznej części jest kierowana na rynek niemiecki. Jaka zatem czeka je przyszłość? Odpowiedź jest boleśnie prosta: albo dostosują się do nowych wymogów rynku, ale zostaną zlikwidowane. I tu pojawia się ważne zadanie dla polskich władz. Powinny one przekonać firmy, szczególnie takich wytwórców aut jak Volkswagen i Opel, by planując rozwój produkcji samochodów elektrycznych uwzględniły w swych planach polskie fabryki. To na pewno nie będzie łatwe zadanie. Dobrym rozwiązaniem mogłoby być także przekonanie Fiata, by umieścił w Tychach produkcję aut na prąd. Na razie bowiem włoski inwestor sprawia wrażenie jakby nie miał konkretnego pomysłu na przyszłość zakładu. Argumentem za takim rozwiązaniem jest fakt, że zakłady samochodowe działające w Polsce należą do czołówki najnowocześniejszych i najwydajniejszych fabryk w swych koncernach. Co ważne, wspieranie rozwoju tych firm byłoby znacznie tańsze niż inwestowanie w nową, polską fabrykę, która miałaby rozwijać od zera projekt rodzimego samochodu elektrycznego.

Do 2030 roku nie pozostało zbyt wiele czasu…

Trzynaście lat to zbyt krótki czas, by uruchomić wielkoseryjną produkcję własnych samochodów elektrycznych, które mogłyby konkurować z powodzeniem z autami zagranicznymi. To jednak wystarczająco dużo czasu, by zachęcić już działających inwestorów z branży motoryzacyjnej, by u nas ulokowali produkcję samochodów z alternatywnym napędem. W kontekście polskiej marki pojazdów elektrycznych warto natomiast wspierać rozwój miejskich autobusów elektrycznych. W tej dziedzinie nasze firmy mają się już czym pochwalić. Są znane i uznane nie tylko w Polsce, ale i na rynkach zagranicznych.   

 
comments powered by Disqus
 
Reklama

Szukasz konkretnego artykułu? Wpisz szukane słowo lub frazę.

Szukaj
Wyszukiwanie zaawansowane