/  / Nowe diesle Volkswagena najmniej szkodliwe

Nowe diesle Volkswagena najmniej szkodliwe

null
null

W rok po ujawnieniu tzw. afery dieselgate, stowarzyszenie StopVW.pl kolejny raz grozi koncernowi w Polsce pozwem. Tymczasem okazuje się, że najnowsze silniki wysokoprężne VW emitują do atmosfery najmniej trujących tlenów azotu.

Wiadomości biznesowe są integralnym elementem Strefy Biznesu, płatnej części serwisu samar.pl skierowanej do profesjonalistów. W celu uzyskania pełnego dostępu do tej części serwisu prosimy o kontakt pod adresem email licencja@samar.pl lub poprzez formularz kontaktowy.
Minął rok od chwili, gdy świat obiegła informacja o wybuchu tzw. afery Volkswagena, a niemiecki producent oficjalnie przyznał się do oszustwa. 11 milionów samochodów, które koncern wprowadził na rynek pod markami Audi, Porsche, SEAT, Skoda oraz Volkswagen było wyposażonych w oprogramowanie, które miało na celu fałszowanie wyników pomiaru emisji tlenków azotu (NOx). Część z tych aut trafiła także do Polski. W tym kontekście dużym zaskoczeniem są wyniki najnowszego testu emisji spalin przeprowadzonego przez organizację badawczą Transport & Enviroment z siedzibą w Brukseli, zajmująca się m.in. problematyką  europejskiego transportu. Wynika z nich, że w porównaniu z konkurencyjnymi markami samochodów najnowsze silniki dieslowskie montowane w autach Volkswagena (norma Euro VI) najmniej przyczyniają się do zanieczyszczenia powietrza tlenkami  azotu („afera” ujawniona w USA obejmowała silniki z normą Euro V).  

Badania T&E objęły około 230 modeli samochodów różnych producentów wyposażonych w silniki Diesla. Testy emisji spalin zostały przeprowadzone w realnych warunkach drogowych. Wykazały one, że żaden z producentów nie spełnia limitów emisji NOx określonych przez normę Euro VI. Tyle tylko, że o ile samochody  Fiata i Suzuki wyposażone w silniki wysokoprężne przekroczyły średnio normy emisji tlenku azotu o 15 razy, Renault-Nissan - ponad 14-krotnie, Opel/Vauxhall – 10 razy, to diesle Volkswagena przekroczyły je tylko dwukrotnie.

Tymczasem działające w Polsce Stowarzyszenie Osób Poszkodowanych przez Spółki Grupy Volkswagena (Stop VW), przypomina, że to ogromne zatrucie środowiska bardzo szkodliwymi dla zdrowia tlenkami azotu jest największym, chociaż niewidocznym efektem afery spalinowej. „Samochody Audi, Skody, SEATa czy Volkswagena z silnikiem EA189 mogą emitować aż do 40 razy więcej tego gazu niż przewidują to amerykańskie normy”. Stowarzyszenie przekonuje także, że niemiecki koncern do dzisiaj nie naprawił samochodów ani nie wypłacił klientom rekompensat związanych z dieselgate. W związku z tym Stop VW kolejny raz zapowiada złożenie pozwu zbiorowego przeciwko Volkswagenowi w naszym kraju. - Myślę, że każdemu z nas powinno zależeć na tym, by z ulic zniknęły trujące samochody oraz by oszukujący koncern poniósł wreszcie zasłużoną i sprawiedliwą karę – przekonuje Jacek Świeca, prezes Stowarzyszenia Stowarzyszenie Osób Poszkodowanych przez Spółki Grupy Volkswagen AG (StopVW), w opublikowanym w 19 września komunikacie prasowym.  

Przedstawiciele spółki Volkswagen Group Polska, przypominają jednak, że jeszcze w grudniu 2015 roku koncern przedstawił Federalnemu Urzędowi ds. Ruchu Drogowego (KBA) w Niemczech „konkretne działania techniczne, jakie zamierza przeprowadzić w silnikach EA189, których dotyczy sprawa emisji tlenków azotu (NOx). Plan ten został przez KBA zaakceptowany”. - Od samego początku celem Volkswagena było przeprowadzenie akcji w sposób jak najmniej uciążliwy dla klientów. Dlatego żeby wdrożyć akcję jak najbardziej efektywnie, samochody podzielono na kilka grup – zapewnia Tomasz Tonder, odpowiedzialny za PR marki Volkswagen w Polsce.

Według niego, akcja serwisowa w naszym kraju dotyczy około 140 tys. samochodów (wszystkich aut z grupy VW). Tzw. „aktualizację oprogramowania” przewidziano dla silników typu EA189 o pojemności 1,2 l, 1,6 l i 2,0 litrów, czynność ta ma trwać krócej niż pół godziny. W przypadku silników o pojemności 1,6 l dodatkowo zamontowany ma zostać specjalny przepływomierz, co wraz z aktualizacją oprogramowania spowoduje, że cała operacja potrwa w jego przypadku około 45 minut. Pod koniec stycznia rozpoczęto realizację działań serwisowych w odniesieniu do silników o pojemności 2.0 litrów montowanych w Amaroku. W kolejnych miesiącach akcja została rozszerzona o następne modele samochodów z silnikami 2.0 TDI typu EA189.  - Przypomnę, że chodzi o starsze modele aut z normą EU5, które nie są oferowane w sprzedaży. W sierpniu rozpoczęto wdrażanie akcji w samochodach z silnikami 1.2 TDI. Od trzeciego kwartału tego roku, zmiany będą wprowadzane w pojazdach z silnikami 1.6. Klienci są informowani o akcji przywoławczej w dwóch etapach. Najpierw właściciele samochodów, których dotyczy ta sprawa otrzymali pismo o treści uzgodnionej z Federalnym Urzędem ds. Ruchu Drogowego, w którym zostali poinformowani, że ich pojazd jest objęty akcją serwisową. W drugim piśmie są proszeni o uzgodnienie terminu wizyty w autoryzowanym serwisie, który sami wybiorą. KBA potwierdził w pełnym zakresie, w odniesieniu do wszystkich silników, w których zezwolił na przeprowadzenie zmian, że dokonywane modyfikacje techniczne nie powodują żadnych zmian zużycia paliwa, osiągów czy poziomu hałasu. Samochody, których dotyczy akcja są technicznie sprawne i bezpieczne. Do czasu poddania ich zmianom technicznym mogą bez przeszkód poruszać się po drogach - zapewnia Tomasz Tonder.

Nie odpowiedział jednak na nasze pytanie dotyczące tego, ile osób skorzystało już z  naprawy, a ile samochodów ma jeszcze trafić do serwisów Volkswagena. - Kolejni klienci są na bieżąco informowani o akcji i zapraszani do serwisów. Jest jeszcze zbyt wcześnie, aby podsumować akcję serwisową – stwierdził enigmatycznie.

Tymczasem Stowarzyszenie Stop VW zdaje się kwestionować efekty akcji serwisowej przeprowadzanej przez niemieckiego producenta. - Volkswagen zaczął wzywać europejskich klientów do serwisów, oferując poprawkę oprogramowania. Jednak jak wykazała włoska organizacja Altoroconsumo, wgranie nowego oprogramowania zwiększa jeszcze emisję tlenków azotu. Dodatkowo klienci z innych krajów zaczęli raportować utratę mocy i hałas dobiegający z silnika. Na skutek tych doniesień wiele osób rezygnuje z naprawy i przyłącza się do pozwów przeciwko producentowi lub próbuje sprzedać wadliwe auto – czytamy w komunikacie Stop VW. Jednocześnie straszy ono (powołując się na niesprecyzowanych „obserwatorów” rynku), że wadliwe samochody Audi, Skody, SEATa i Volkswagena mogą szybko tracić na wartości, między innymi z powodu kłopotów ze sprzedażą. - Już dzisiaj wiele osób, które szukają używanego środka transportu, szerokim łukiem omija wadliwe jednostki napędowe. Jednocześnie urzędy w Polsce zaczynają prowadzić postępowania administracyjne, na skutek których rejestracja samochodów z silnikami EA189 może wkrótce stać się niemożliwa. Tak jest na przykład w Trójmieście, twierdzi Stowarzyszenie.

Warto podkreślić, że raczej nie można w tym przypadku mówić o wadliwych silnikach. One nie spełniają określonej normy emisji spalin, ale są w pełni sprawne i zgodnie z oświadczeniem producenta po usprawnieniu nie stracą swoich parametrów. Na co dzień do Polski trafia cała masa starych samochodów napędzanych silnikami, które zatruwają środowisko naturalne. Przypomnijmy, że tylko w tym roku w okresie od stycznia do września sprowadzono do Polski 439 602  auta osobowe w wieku powyżej 10 lat. Do tego dochodzą nagminne praktyki, takie jak wycinanie filtrów DPF czy katalizatorów, co nie jest w naszym kraju karane. Nota bene, jeśli poważnie potraktować postulat zakazu rejestracji aut niespełniających norm emisji, to w świetle wyników testów przeprowadzonych przez Transport & Enviroment, zakaz taki powinien objąć wszystkie marki samochodów. Przecież żadna z nich nie spełniła obowiązujących norm emisji tlenków azotu. Ponadto zakaz ten powinien dotyczyć samochodów, z których usunięto wspomniane  filtry.

W Polsce sprawę afery Volkswagena bada między innymi Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.W październiku 2015 r. instytucja wszczęła postępowanie wyjaśniające w sprawie manipulowania przez VW wskaźnikami emisji spalin. Jak informowano wtedy: - Urząd wezwał firmę do przekazania informacji niezbędnych do ustalenia, czy istnieją podstawy do postawienia zarzutu naruszenia zbiorowych interesów konsumentów. UOKiK będzie też na bieżąco monitorował przebieg wprowadzonych przez przedsiębiorcę działań naprawczych prowadzonych przez Volkswagen Group Polska. Istotne będzie, czy nie wpłyną one niekorzystnie na koszty eksploatacji, osiągi samochodów czy emisję spalin – mogliśmy przeczytać w komunikacie UOKiK.  Urząd chciał zbadać, czy konsumenci mogli być wprowadzeni w błąd. Miał przeanalizować  m.in. materiały reklamowe dotyczące pojazdów z wadliwym systemem sterowania emisją spalin. Sprawdzić, czy zawierały one informacje dotyczące poziomu emisji tlenku azotu lub szczególnych właściwości w zakresie stopnia emisji spalin (np. deklaracje przyjazności dla środowiska). Urząd zamierzał ustalić, czy rzeczywisty ich poziom odbiega od wartości deklarowanych w reklamach i ofertach Volkswagena. Od tamtej pory minęło juz blisko rok. Spytaliśmy więc na jakim etapie jest postępowanie wyjaśniające. - Cały czas je prowadzimy. 5 i 9 września zadaliśmy spółce kolejne pytania - m.in. odnośnie oprogramowania optymalizującego poziom emisji tlenku azotu czy homologacji. Nie spekulujemy na tym etapie, co do kierunku dalszych działań. Czekamy na odpowiedź – ucięła Agnieszka Majchrzak, główny specjalista w Biurze prasowym UOKiK.

Czy dieselgate wpłynął na preferencje zakupowe Polaków? W przypadku nowych samochodów Volkswagena widać, że  nie odwrócili się oni od niemieckiej marki. Wręcz przeciwnie, od stycznia do sierpnia 2016 roku Polacy kupili i zarejestrowali 26 971 nowych osobowych VW. To o 23,77 proc. (5 180 sztuk) więcej niż w takim samym okresie roku ubiegłego.  
 

Odnośniki
 
comments powered by Disqus
 
Reklama

Szukasz konkretnego artykułu? Wpisz szukane słowo lub frazę.

Szukaj
Wyszukiwanie zaawansowane