/  / Nissan gra o wysoką stawkę

Nissan gra o wysoką stawkę

null
nullnull

Guillame Cartier, wiceprezes ds. sprzedaży i marketingu Nissan Europe: Toyota ma dziś 4,3 proc. udziałów w europejskim rynku. Udział Nissana wynosi 3,9 proc., a zatem różnice nie są na tyle duże, by nie dało się ich stosunkowo szybko nadrobić. To jest dla nas duże wyzwanie i jestem przekonany, że mu podołamy. Naszym celem jest osiągnięcie 5 proc. udziału w rynku europejskim. Jeśli Toyota pozostanie tam, gdzie jest dziś, to będziemy numerem jeden wśród marek azjatyckich w Europie.

Wiadomości biznesowe są integralnym elementem Strefy Biznesu, płatnej części serwisu samar.pl skierowanej do profesjonalistów. W celu uzyskania pełnego dostępu do tej części serwisu prosimy o kontakt pod adresem email licencja@samar.pl lub poprzez formularz kontaktowy.
Paweł Janas, IBRM Samar: Nissan zapowiada na ten rok premiery 14 nowych modeli oraz inwestycje warte ponad 2 mld euro. Dzięki temu firma chce osiągnąć w 2014 r. rekordowy poziom produkcji aut na Starym Kontynencie. Ambitny cel…

Guillame Cartier, wiceprezes ds. sprzedaży i marketingu Nissan Europe: Nie mamy bowiem wątpliwości - chcemy rosnąć. Pięć lat temu Nissan miał 2,5 proc. europejskiego rynku, dziś ma blisko 4 proc., a naszym celem na najbliższe lata jest osiągnięcie poziomu 5 proc. Nie chodzi tylko o większą liczbę sprzedanych samochodów, ale także o to, by ten wzrost był dla nas zyskowny.
 
PJ: Jak Nissan chce tego dokonać?
 
GC: Naszą bronią numer jeden są samochody. Od września ubiegłego roku wprowadziliśmy na rynek nową Micrę, nowego Note’a oraz zmodernizowanego Leafa. Ostatnio zadebiutował nowy Qashqai, a na targach w Genewie przedstawiliśmy kolejną odsłonę modelu X-trail. Niebawem do salonów trafi nowy Juke. W drugiej połowie roku na rynku europejskim swoją premierę będzie miał Nissan reprezentujący segment C. To tyle, jeśli chodzi o Europę Zachodnią i Środkową. Równolegle inwestujemy bardzo mocno w rozwój produkcji i sprzedaży w Rosji. Mamy tu inną ofertę, bo i potrzeby Rosjan są nieco odmienne od pozostałej części Europy. Wyłącznie tu wprowadziliśmy  powtórnie na rynek np. odświeżoną przez nas markę Datsun czy nową Almerę.  
 
PJ: Same nowe samochody chyba jednak nie wystarczą, by pokonać rywali?
 
Dlatego bardzo mocno stawiamy na rozwój sieci sprzedaży, bez czego nie jest możliwe zrealizowanie założonego przez nas celu. Nie wszędzie, np. w Niemczech, Czechach czy na Słowacji jesteśmy odpowiednio reprezentowani i chcemy to szybko zmienić. Nissan musi także mocniej wejść w sprzedaż aut dla firm. Nasz udział w europejskim rynku flotowym jest zbyt mały w stosunku do oczekiwań. Zwiększenie udziału klientów instytucjonalnych w naszej strukturze sprzedaży wymaga jednak odpowiednich samochodów. Takim autem może być już dziś nowy Qashqai. Do niedawna menedżerowie flot kręcili nosami na miejskie terenówki, bo zużywały zbyt dużo paliwa. Jednak rozwój nowoczesnych silników sprawił, że Qashqai spala już średnio tylko 5 litrów benzyny na 100 km. Kolejna ważna dla nas kwestia to budowanie lojalności klientów wobec marki. Jeszcze nie tak dawno Nissan kojarzył się z takimi modelami jak Primera czy Almera. Dziś firma specjalizuje się właśnie w miejskich terenówkach. W tym segmencie musimy więc na nowo budować lojalność klientów.
 
PJ: Nissan deklaruje, że chce za kilka lat być azjatycką marką numer jeden w Europie. Jak firma tego dokona? Czy uda się pokonać Toyotę?
 
GC: Toyota ma dziś 4,3 proc. udziałów w europejskim rynku. Udział Nissana wynosi 3,9 proc., a zatem różnice nie są na tyle duże, by nie dało się ich stosunkowo szybko nadrobić. To jest dla nas duże wyzwanie i jestem przekonamy, że mu podołamy. Jak już wspominałem, naszym celem jest osiągnięcie 5 proc. udziału w rynku europejskim. Jeśli Toyota pozostanie tam gdzie jest dziś, to będziemy numerem jeden. A warto dodać, że w krajach tzw. G5 czyli Hiszpanii, Francji, Niemczech, Wielkiej Brytanii i we Włoszech, już dziś jesteśmy na pierwszym miejscu.
 
Wojciech Drzewiecki, prezes IBRM Samar: Czy biorąc pod uwagę obecny „kryzys krymski” Nissan nie obawia się o swoje inwestycje w Rosji?
 
To prawda, że niepokoje na wschodzie Europy doprowadziły do poważnego osłabienia rubla. Wskutek tego bardzo wzrosły ceny importowanych do Rosji aut, a to podcina sprzedaż wielu producentom. Ale traktujemy Rosję jako długoterminową inwestycję. Wierzymy, że kiedyś może to być największy rynek w Europie. Obecnie Rosja ustępuje tylko Niemcom. Dziś bardziej obawiamy się o Ukrainę, gdzie całkowita sprzedaż aut może gwałtowanie spaść z 300 do około 150 tys. sztuk.
 
WD: Wracając do polityki modelowej… Czy Nissan zamierza w najbliższych latach postawić na samochody wyposażone w silniki dieslowskie czy raczej elektryczne?  A może – na wzór Toyoty – będą to hybrydy?
 
Naszym celem strategicznym są samochody w pełni elektryczne, gdyż tylko takie zaspokoją oczekiwania klientów dotyczące zeroemisyjnej mobilności. Pierwszym krokiem do zrealizowania tego celu jest właśnie Nissan Leaf. Warto zwrócić uwagę, że samochód ten w miesięcznych rankingach, jest często najlepiej sprzedającą się osobówką w Norwegii. I to nie tylko wśród samochodów elektrycznych. Bardzo pomocna w osiągnięciu sukcesu była rozbudowana sieć punktów ładowania samochodów elektrycznych w tym kraju. Do tego doszła zerowa stawka VAT-u na samochody elektryczne. Auta tego typu są także w Norwegii zwolnione z płacenia tzw. opłaty drogowej. Stąd zakup Leafa nie jest tam kwestią mody, ale racjonalnym i ekonomicznie uzasadnionym wyborem. Nie zaniedbujemy także technologii hybrydowych, czego dowodzą  auta naszej luksusowej marki Infiniti.
 
PJ: Czy Nissan ma odrębną strategię rozwoju dla Polski?  
 
GC: Oferta w Polsce w zasadzie niczym się nie różni od tej w krajach zachodnioeuropejskich. Bardziej niż na innych rynkach brakuje nam tu jednak samochodu z segmentu C, bardzo popularnego wśród klientów flotowych. Generalnie w Waszym kraju Nissan ma słabą pozycję wśród klientów instytucjonalnych i ten segment rynku wymaga szybkich zmian. Rozczarowujący jest także brak jakiegokolwiek wsparcia dla aut elektrycznych, co utrudnia promowanie takich modeli jak Leaf. Zadowoleni jesteśmy natomiast z rozwoju sieci i poziomu reprezentowanego przez dealerów Nissana w Polsce.
 
PJ: W 2012 r. Nissan rozważał umieszczenie produkcji jednego z modeli Infiniti w warszawskiej FSO. Wtedy nic z tych planów nie wyszło. Czy możliwa jest jeszcze jakaś tego typu inwestycja w Polsce?
 
GC: Dziś mamy odpowiedni potencjał produkcyjny w krajach UE, a fabryki rozbudowujemy jedynie w Rosji. Nie ma żadnych planów związanych z inwestycjami przemysłowymi w Polsce. Zawsze jednak rozpatrujemy różne scenariusze na przyszłość. Wszystko jest zatem możliwe…

Odnośniki
 
comments powered by Disqus
 
Reklama

Szukasz konkretnego artykułu? Wpisz szukane słowo lub frazę.

Szukaj
Wyszukiwanie zaawansowane