/  / Afera CIO: Dealerzy dostają obuchem za upadłość parabanku

Afera CIO: Dealerzy dostają obuchem za upadłość parabanku

Tomasz Betka/Miesięcznik Dealer|
null
© Miesięcznik Dealer
null

Mechanizm działania Centrum Inwestycyjno-Oddłużeniowego przypominał praktykę słynnej spółki z Gdańska. Tyle, że zamiast inwestować w złoto, kupowano samochody, a po upadku CIO jednymi z największych poszkodowanych stali się... dealerzy.

Wiadomości biznesowe są integralnym elementem Strefy Biznesu, płatnej części serwisu samar.pl skierowanej do profesjonalistów. W celu uzyskania pełnego dostępu do tej części serwisu prosimy o kontakt pod adresem email licencja@samar.pl lub poprzez formularz kontaktowy.
Mniej więcej od połowy września docierały do nas informacje od zaniepokojonych dealerów, że z niewiadomych im przyczyn zaczęli otrzymywać przedsądowe wezwania do zapłaty bardzo różnych (często niemałych) kwot, podpisywane przez syndyka masy upadłościowej zachodniopomorskiej spółki CIO, czyli Centrum Inwestycyjno-Oddłużeniowego. Chodziło o pieniądze, jakie na rzecz klientów kupujących samochody u dealera przelewało wspomniane CIO.

W ocenie syndyka wszystkie czynności prawne w postaci przelewów, które miały miejsce w ciągu roku przed złożeniem wniosku o upadłość CIO, były bowiem bezskuteczne.

Efekt? Syndyk żąda zwrotu pieniędzy, które dealerzy otrzymali od CIO w okresie roku po dniu 27 grudnia 2011 r. (wniosek o upadłość wpłynął 27 grudnia 2012). Niezależnie od tego, że auta kupowali zwykli klienci z ulicy, a duża część pojazdów - z naszych informacji wynika, że ponad 50 - została im w normalnym trybie wydana. Czyli: mimo tego, że w wielu przypadkach dealerzy nie posiadają już w salonie samochodów, to teraz mieliby zwrócić dodatkowo jeszcze pełne kwoty, które otrzymali za sprzedaż aut.

W sprawozdaniu z czynności dokonanych przez syndyka można przeczytać, że na dzień 2 października 2013 r. dealerzy otrzymali 177 wezwań do zapłaty. Na ile opiewają dokładnie, ciężko stwierdzić. W dokumencie można jedynie znaleźć informację, że łączna wartość wpłat dokonanych przez CIO w ramach umów "inwestycyjnych" na rzecz sprzedawców ruchomości i nieruchomości przekracza 5,7 mln zł.

Z naszych ustaleń wynika, że większość tej kwoty to właśnie sumy wpłacone dealerom samochodów. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się również, że "dealerski rekordzista" został wezwany do zapłaty ponad 1 mln zł. Twarde prawo, lecz prawo?

Klasyczna piramida
Ale po kolei. Centrum Inwestycyjno-Oddłużeniowe to spółka z o.o. z siedzibą w Stargardzie Szczecińskim, zarejestrowana w Krajowym Rejestrze Sądowym w kwietniu 2011 r. Zanim w lipcu 2013 r. firma decyzją sądu z hukiem zakończyła swoją działalność przez ponad 2 lata zachęcała ludzi do inwestowania u siebie kapitału i obiecywała im prawdziwe "złote góry".

We wspomnianym "Sprawozdaniu z czynności syndyka CIO, wraz ze sprawozdaniem rachunkowym za okres od 3 lipca 2013 do 2 października 2013", do którego treści udało się dotrzeć naszej redakcji, można przeczytać m.in., że struktura CIO była typową strukturą "piramidy finansowej", nacechowaną na osiąganie przez jej założycieli prywatnych korzyści majątkowych. Uwagę zwracają choćby liczne analogie do gdańskiej spółki Amber Gold, czynione przez syndyka.

By pokazać nierealność konstrukcji piramidy, syndyk posłużył się przykładem, w którym dla sprawnego funkcjonowania takiej struktury konieczne jest wprowadzenie do "systemu" przez każdego jej uczestnika kolejnych 6 osób, które wniosłyby środki finansowe pozwalające na wypłatę pieniędzy dla osób znajdujących się na wyższych poziomach piramidy.

Przy takim założeniu już na 10. poziomie konstrukcji liczba uczestników piramidy finansowej musiałaby być o 60% większa niż liczba ludności Polski, a na 13. poziomie stanowić niemal dwukrotność ludności świata…

Z tego powodu siłą rzeczy zyski uczestników piramidy muszą mieć od któregoś momentu charakter wyłącznie "papierowy". I mimo iż koniec każdej piramidy finansowej jest bardzo podobny, to ciągle nie brakuje osób, które - skuszone obietnicą spektakularnych zysków - dadzą się namówić do zainwestowania w nią swoich oszczędności.

W przypadku CIO, jak wynika z liczby pokrzywdzonych, jej twórcom uwierzyło około tysiąc osób, które wpłaciły CIO ponad 42 mln zł. W zamian klienci CIO otrzymywali umowy, w których zapewniano im odsetki na poziomie 144-240% w skali roku, a w przypadku najbardziej nas interesujących umów samochodowych oprocentowanie dochodziło nawet do 600%!

Tak horrendalne zyski CIO miało osiągać dzięki inwestycjom w rynek spożywczy, a dokładnie w... ziemniaki i cebulę. Same umowy "inwestycyjne" były zresztą bardzo różne, a pomysłowość CIO godna pozazdroszczenia. I tak obok "standardowych" umów "Jesiennych", "Letnich" czy "Grudniowych" pojawiały się również umowy "Becikowe" (inwestycja środków na okres 9 miesięcy pod warunkiem przedstawienia zaświadczenia od lekarza o zajściu w ciążę), oddłużeniowe (klient wpłaca 30% zobowiązania, CIO oddaje całość) czy umowy inwestycyjne na zakup... samolotu (klient wpłaca 25% wartości samolotu, CIO po 6 miesiącach płaci za cały samolot).

600% w skali roku
Na czym więc polegała konstrukcja umów inwestycyjnych na samochód? Jak można się domyślać, istotą było tutaj sfinansowanie zakupu auta, najczęściej w jednym z salonów dealerskich. Klient w terminie 2 dni od zawarcia umowy wpłacał CIO 25% wartości pojazdu. Następnie CIO w terminie uzgodnionym przez klienta z salonem zobowiązywało się do wpłaty zaliczki na konto dealera, a po 6 miesiącach - do wpłaty na rzecz salonu pełnej kwoty za samochód, pomniejszonej o wartość zaliczki. W razie wzrostu ceny auta klient zobowiązywał się dopłacić różnicę, w przypadku obniżenia ceny "uczciwe" CIO zwracało różnicę klientowi.

"W praktyce wyglądało to tak. Klient przychodził do salonu dealera i wybierał sobie konkretny model samochodu, który chciał kupić - tłumaczy Przemysław Wardyn, syndyk masy upadłości CIO sp. z o.o. "Warto dodać, że ani dolna, ani górna cena pojazdu nie była w żaden sposób ograniczana przez CIO. Dealer określał jedynie wysokość zaliczki (w zależności od specyfikacji auta było to 5-10% jego wartości, ale przy popularnych i niedrogich samochodach wystarczyło niekiedy nawet 2 000 zł), po czym klient - już z fakturą na zapłatę zaliczki - szedł do CIO i zawierał z nim odrębną "umowę inwestycyjną" na okres 6 miesięcy".

W ocenie syndyka były to jednak umowy "inwestycyjne" wyłącznie z nazwy, gdyż w żaden sposób nie określały celu inwestycji; chodziło w nich tylko o to, że klient przekazuje CIO do dyspozycji określoną kwotę pieniędzy.

"W przypadku umów dotyczących samochodów było to 25% wartości "inwestycji". Jeśli zatem klient wybierał sobie auto za 100 000 zł, wpłacał CIO 25 000. Oprocentowanie umowy w skali roku wynosiło więc 600%! Oznacza to, że nawet jeżeli sąd uzna (w co wątpię), że ta "umowa inwestycyjna" była ważna, to nadal będzie ona bezwzględnie nieważna w części dotyczącej wysokości oprocentowania. Bo tu kodeks cywilny stawia jasne ograniczenie, mające chronić przed tzw. lichwą: czterokrotność stopy lombardowej. A przy obecnej wartości stopy lombardowej maksymalne oprocentowanie lokat to około 24%, nie 600%! - przekonuje Przemysław Wardyn.

Co działo się dalej? Kiedy CIO dostało od klienta 25 000 zł i fakturę zaliczkową, płaciło dealerowi zaliczkę (załóżmy 5 000 zł). Po 6 miesiącach dealer otrzymywał od CIO pozostałe 95 000 zł, a klient mógł odebrać swój samochód. I nagle wydarzyła się okoliczność szczególna: 27 grudnia 2012 r. złożono wniosek o upadłość CIO. I właśnie w tym miejscu zaczynają się kłopoty dealerów.

Tak dla porządku: o samym ogłoszeniu upadłości CIO sp. z o.o. Sąd Rejonowy Szczecin-Centrum zdecydował pół roku później (3 lipca 2013).

W związku z bankructwem powstała tzw. masa upadłościowa CIO. Syndyk tłumaczy, że kluczem do zrozumienia zasadności jego żądań wobec dealerów jest art. 127 ust. 1 prawa upadłościowego i naprawczego.

"Możemy w nim przeczytać: bezskuteczne w stosunku do masy upadłości są czynności prawne dokonane przez upadłego w ciągu roku przed dniem złożenia wniosku o upadłość (a więc w okresie roku przed datą 27 grudnia 2012), którymi rozporządził on swoim majątkiem (co do tego nie ma chyba wątpliwości), jeżeli dokonane zostały nieodpłatnie albo odpłatnie (czynności odpłatne to te, w ślad za którymi poszły udokumentowane pieniądze, jednak pamiętajmy: między dealerem a CIO nie było żadnego stosunku prawnego), ale wartość świadczenia upadłego przewyższa w rażącym stopniu wartość świadczenia otrzymanego przez upadłego lub zastrzeżonego dla upadłego lub dla osoby trzeciej - cytuje Wardyn. Czy to wystarczy do żądania zwrotu środków od dealerów?

Nie do uniknięcia?
Zdaniem syndyka przekazanie pieniędzy przez CIO dealerowi jest dzisiaj zgodnie z prawem bezskuteczne, czyli nieważne. Niezależnie od tego - z uwagi na fakt, że CIO nie łączyła z dealerami żadna formalna umowa, na podstawie której upadły posiadałby podstawę do dokonania zapłaty za auto, w ocenie syndyka doszło także do bezpodstawnego wzbogacenia się firm dealerskich.

"Nie w tym rzecz, że dealer w czymś tutaj rażąco zawinił. Ale jako syndyk masy upadłościowej CIO mam obowiązek zaspokojenia wierzycieli (a więc głównie klientów CIO, którzy stracili wpłacone środki) w możliwie największym i równym stopniu. A tym samym jestem zmuszony dochodzić pieniędzy od dealerów - zaznacza syndyk.

Oczywiście dealerscy prawnicy po otrzymaniu wraz z uzasadnieniem wezwania do zapłaty od syndyka widzą sprawę "nieco" inaczej. Po analizie dokumentów i rozmowach z reprezentantami branży skonfrontowaliśmy ich najczęstsze argumenty ze stanowiskiem syndyka.

Przede wszystkim zdaniem dużej części prawników w analizowanych przypadkach mieliśmy do czynienia ze zwykłym świadczeniem na rzecz osoby trzeciej. A dealerzy nie raz spotykali się w przeszłości z sytuacją, w której choćby rodzice chcą "docenić" swojego syna czy córkę i dokonują przelewu, wskazując, że właścicielem auta ma być ich dziecko. Mówiąc prościej, że przelew dotyczy konkretnej umowy sprzedaży.

"To prawda, dealer nie pyta się przecież, czy syn dysponuje aktem darowizny 100 000 zł. Księgowa wskazuje po prostu, że wpłynął "przelew za fakturę nr XYZ, na rzecz Tomka Kowalskiego". W tym modelu, jeśli ojciec by się po czasie rozmyślił i chciał odzyskać pieniądze od dealera, stoi on na przegranej pozycji, bo zapis w przelewie jasno wskazuje na to, że dokonał dyspozycji świadomie, wskazując fakturę i osobę, której ta dyspozycja dotyczy - przyznaje Przemysław Wardyn.

Ale zaraz dodaje, w przypadku CIO sytuacja było inna, gdyż nie chodziło tu o rodziców, tylko o nieznaną szerzej instytucję CIO, z którą dealer w przeciwieństwie do większości banków i instytucji finansowych, z którymi ma do czynienia, nie posiadał żadnej umowy o współpracy.

"Czy w tym momencie księgowej dealera nie powinna się zapalić czerwona lampka? Czy nie powinna ona poprosić klienta o oświadczenie, w którym zobowiązuje on CIO do przelania pieniędzy dealerowi w swoim imieniu? Czy nie powinno się sprawdzić, że od września 2011 r. CIO znajdowało się na liście Komisji Nadzoru Finansowego wśród instytucji nieobjętych państwowymi gwarancjami? - sugeruje syndyk.

Co jednak ciekawe, był przypadek, w którym obowiązywał inny model transakcji, a dealer nie otrzymywał od CIO żadnego przelewu. Klient wpłacał wtedy CIO 25% wartości auta, a po pół roku otrzymywał zgodnie z zapisem umowy "inwestycyjnej" 100%, za które miał sobie kupić samochód.

"I dokładnie tak robił: najpierw osobiście wpłacał dealerowi zaliczkę, a później całość. Dealer był tutaj zupełnie "czysty", bo nie miał z CIO w ogóle do czynienia. I w tym wypadku dochodzę wierzytelności wyłącznie od klienta - wyjaśnia Wardyn.

Procesowa jesień
A jeśli mimo wszystko przyjęlibyśmy, że sąd uzna, że przelew CIO na konto dealera był (jak twierdzi część prawników) normalnym świadczeniem na rzecz osoby trzeciej? Zdaniem syndyka wracamy wtedy do prawa upadłościowego, które jest prawem szczególnym.

"A art. 127 mówi czarno na białym: przez rok przed złożeniem wniosku o upadłość nieważne są czynności wykonywane przez upadłego - nieodpłatnie albo odpłatnie, ale w których wartość świadczenia upadłego rażąco przewyższa wartość świadczenia otrzymanego przez upadłego. Przypomnijmy: CIO otrzymywało 25% wartości samochodu, a za pół roku płaciło dealerowi 100%. Czy wartość tych świadczeń jest ekwiwalentna? 600% zysku za lokatę? - pyta retorycznie syndyk.

I jeszcze jeden istotny argument syndyka. "Z pism, jakie otrzymuję od prawników firm dealerskich, wynika, że nie znają oni (bo i skąd mogą znać) treści umowy między CIO a klientem. I argumentują: że CIO jedynie przelało w imieniu klienta środki, jakie ten przekazał wcześniej CIO do dyspozycji. Ma to rzekomo dowodzić, że CIO nie rozporządzało w tym wypadku swoim majątkiem, czyli masą upadłości, której dotyczy bezskuteczność czynności z art. 127. Nawet jeśli, to klient przekazał CIO - upadłej spółce - tylko 25% środków, jakie otrzymał dealer. A co z pozostałymi 75%? - analizuje Przemysław Wardyn.

W sprawozdaniu z czynności syndyka można przeczytać, że do 2 października 2013 na rachunek masy upadłości wpłynęło w sumie od 25 dealerów ponad 111 000 zł. Ale wszystkie zwroty dotyczą jedynie zaliczek za niewydane samochody (jak można się domyślać w wyniku "runięcia" piramidy finansowej CIO). Chodzi więc tutaj o stosunkowe nieduże kwoty i to w sytuacji, gdy auto pozostało w salonie dealera: zwrócone zaliczki od 25 salonów wahają się od 1 000 do 10 000 zł. Co z pozostałymi ponad 150 dealerami, którym syndyk wysłał wezwanie do zapłaty? Te firmy w przypadku braku zapłaty czeka zapewne proces.

A może ugoda?
Skoro jednak nawet syndyk uważa pozwane salony bardziej za "ofiary" złego prawa niż za winnych nadużycia, zapytaliśmy go, co radziłby dealerom (oczywiście poza realizacją żądania zapłaty, które im wysłał). "Powiem w ten sposób. Nawet na podstawie mojego wezwania do zapłaty, nie czekając na pozew, dealerzy powinni domagać się od klienta, któremu wydali auto, zapłacenia… nieuregulowanej faktury za samochód. Bo przecież klient nie udowodni, że zapłacił dealerowi jakąkolwiek kwotę. Płatności dokonało CIO, ale ta czynność (jak już tłumaczyłem) jest zgodnie z prawem bezskuteczna - zaznacza Przemysław Wardyn.

Jego zdaniem podobnie powinien się zachować dealer w chwili otrzymania pozwu: automatycznie, bez czekania na wyrok, dopozwać klienta oraz zażądać zabezpieczenia mienia w postaci zastawu rejestrowego na samochodzie. "Na fakturze za auto widnieje zapewne adnotacja: zapłacono przelewem. Nie sądzę, by była na niej notka, że "zapłacono przez CIO na rzecz Tomka Kowalskiego, umowa nr XY". Mówiąc krótko: klient nie ma żadnego dowodu, że zapłacił za samochód. Jestem przekonany, że w tej sytuacji spora część klientów nie będzie chciała problemów i zgodzi się dealerowi zapłacić - uważa syndyk.

Wardyn podkreśla, że wówczas salony samochodowe mają szansę wyjść w całej sprawie na zero. "Dopozwanie" klienta można zrobić przy tym samym procesie (razem z powództwem syndyka o zapłatę). A tak, już od dnia otrzymania wezwania do zapłaty są naliczane dealerom odsetki.

"Dealerzy mogą uważać, że nie mam racji. Co im jednak szkodzi - z ostrożności procesowej - dopozwać klienta o zapłatę za auto. Przecież wówczas, jeśli sąd uzna, że mam słuszność, będzie to oznaczać zarazem słuszność żądań dealera wobec klienta. Naprawdę, nie ma co czekać z założonymi rękami na wyrok. Zabezpieczcie swoje interesy - apeluje syndyk.

I chyba nie przypadkiem wspomina, że w każdym postępowaniu, nawet o bezskuteczność, istnieje możliwość zawarcia ugody. Decyzja o ugodzie należy co prawda do sędziego komisarza, ale syndyk ma prawo do przedłożenia projektu takiej ugody.

"By jednak była ugoda, najpierw musi być uznanie czynności za bezskuteczną oraz chęć do porozumienia z każdej ze stron: syndyka, dealera i klienta. Wówczas istnieje szansa na przykład na rozłożenie płatności na raty, zatrzymanie naliczania odsetek itd. I powtórzę raz jeszcze: nie uważam, że dealer zachował się w całej procedurze rażąco źle. Gdybym miał to oceniać procentowo, to w 90% nie ma tu winy dealera. Te 10% to brak wiedzy prawnej działów księgowości i wiedza o niedoskonałości prawa po stronie CIO, które (jak w każdej piramidzie finansowej) wykorzystało znajomość określonych mechanizmów finansowych w życiu gospodarczym - podsumowuje Przemysław Wardyn.

Z tym akurat trudno się nie zgodzić, gdyż w opisywanym przypadku niemal dokładnie odwzorowano model transakcji, jaki obowiązuje przy finansowaniu zakupu auta przez bank, leasing czy jakąkolwiek inną instytucję finansową.

Oto Polska właśnie…
Nie ulega wątpliwości, że cała "afera CIO" kolejny raz pokazuje ułomność polskiego systemu, w którym nie pierwszy raz za nieuczciwość jednych i ułomność drugich płaci ktoś trzeci. Nie pierwszy też raz dealerzy dostają obuchem za nieswoje grzechy, a co gorsza niespecjalnie widać tu wnioski, jakie można by wyciągnąć na przyszłość. Traktowanie każdego płacącego jak potencjalnego oszusta czy robienie klientom kłopotów przy zakupie samochodu to chyba nie najlepsza metoda na sukces w motoryzacyjnym biznesie.

Jak ustalił syndyk, w sumie ludzie wpłacili CIO aż 42 mln zł. Ci, którzy zawarli umowy jako jedni z pierwszych, otrzymali odsetki o wartości 18 mln zł, na które CIO zaciągnęła zobowiązania od nowych klientów. CIO nie prowadziło przy tym żadnej działalności inwestycyjnej, nie miało więc możliwości wypracowania zysków.

Syndyk tłumaczy, że ma obowiązek zaspokoić wierzycieli w jak największym i równym stopniu. Jeżeli więc na przykład odzyskałby z 42 mln zł 21 mln, zaspokoiłby każdego z wierzycieli w 50%. Co ciekawe, środki te otrzymałyby również osoby, które dostały wcześniej od dealerów auta.

Z naszych rozmów z dealerami wynika, że przynajmniej część z nich posłuchało już syndyka w zakresie wezwania klienta do zapłaty nieopłaconej faktury za wydane auto. W sytuacji zaś, gdy chodzi tylko o zaliczkę, spora grupa dealerów będzie traktować tę kwotę jako "polisę" na wypadek przegranej w sądzie z syndykiem. Czyli - mimo próśb klientów, póki co zaliczka nie zostanie im zwrócona. Jaki będzie ciąg dalszy tej sprawy, trudno wyrokować.

Dowiedz się więcej na temat eksperckiego spotkania w sprawie CIO


Artykuł ukazał się w październikowym wydaniu miesięcznika „Dealer”.
 
comments powered by Disqus
 
Reklama

Szukasz konkretnego artykułu? Wpisz szukane słowo lub frazę.

Szukaj
Wyszukiwanie zaawansowane