/  /  /  /  / Audi Q5 – za kulisami prezentacji, cz. 4: poznajemy Nową Zelandię
Audi Q5

Audi Q5

Zmień
SegmentTerenowo Rekreacyjne / Klasa Średnia
Cena143 100 zł - 319 500 zł (aktualizacja: 2016-05-01)
Emisja CO2129 g/km - 177 g/km
Żużycie paliwa4,9 L/100km - 7,5 L/100km
 

Audi Q5 – za kulisami prezentacji, cz. 4: poznajemy Nową Zelandię

null
nullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnullnull

Śnieg, ciemno, niskie temperatury, brrr.... nieprzyjemnie - takie warunki panowały w Polsce w dniu wyjazdu. Nowa Zelandia oferowała w tym czasie zupełnie inny klimat. Testy w tak odmiennym otoczeniu miały więc nie tylko inny wymiar ze względu na panującą w tym zakątku Świata, o tej porze roku pogodę, ale także ze względu na fakt, iż tak naprawdę niewiele o naszej wyprawie wiedzieliśmy, przed nami pojawiły się bowiem liczne atrakcje poznawcze. Poza ogólną informacją o kraju, do którego się udajemy, dalej nie wiedzieliśmy nic. Gdzie będziemy jeździć, jak będzie wyglądała nasza trasa, czy na miejscu będą czekały na nas samochody sprowadzone z Polski (tak przecież było w poprzednich wyprawach), czy też będziemy prowadzić auta lokalnego importera, z kierownicą po prawej stronie?

Pierwszy dzień spędziliśmy w Auckland. Nasz test rozpoczęliśmy z samego rana drugiego dnia pobytu w Nowej Zelandii. Auckland to największe i  podobno najładniejsze miasto Nowej Zelandii. Położone jest w północno-zachodniej części Wyspy Północnej, pomiędzy Morzem Tasmana a Oceanem Spokojnym. Miasto nazywane jest stolicą Południowego Pacyfiku, a także „miastem żagli” ze względu na rozbudowany port jachtowy (w Auckland jest więcej łodzi niż mieszkańców). Wokół miasta rozciąga się piękny krajobraz z wulkanicznymi wzgórzami, zatokami, plażami oraz wyspami, o czym mogliśmy się sami przekonać w czasie krótkiego rejsu po zatoce, rejsu połączonego ze wspomnianą już wcześniej prezentacją. Ze względu na występującą na tym obszarze porę deszczową, chodniki są zadaszone, dzięki czemu sporą część miasta można przejść suchą nogą.

Hotel, w którym spędziliśmy noc, położony był nad samą zatoką. Obok niego „zaparkował” olbrzymi wycieczkowiec „Voyager of the Seas”, który górował nie tylko nad hotelem, ale także nad całym portem. Okna hotelu niemal stykały się z oknami kajut na drugim i trzecim pokładzie. Nie był to jedyny wycieczkowiec zacumowany w tym porcie. Niedaleko stały dwa kolejne, nieco mniejsze. Widok był imponujący.

Nasz test rozpoczęliśmy wcześnie rano. Wtedy też mieliśmy okazję zapoznać się po raz pierwszy z naszymi autami. Okazało się, że przygotowano dla nas samochody z kierownicą po prawej stronie. Wszystkie Q5-tki wyposażone były w silniki wysokoprężne - dwa 3-litrowe i trzy 2-litrowe oraz skrzynie s-tronic, co jak się okazało, było dla nas zbawienne. Uff....., przynajmniej w czasie jazdy do przodu nie trzeba będzie zastanawiać się, gdzie znajduje się skrzynia biegów.
Samochody zostały wyraźnie oznakowane. Każdy miał na masce i drzwiach przednich naklejone logo wyprawy, na tylnych szybach polską flagę oraz PL’kę przy tylnej rejestracji. Auta były wyposażone we wszystko, co potrzebne do wygodnej i komfortowej podróży, a jak się dowiedzieliśmy, w ciągu tych 5 dni mieliśmy przebyć niemal 2000 km, podróżując nie tylko po zwykłych drogach. Nie omówiono z nami jednak całej trasy. Cel podróży wyznaczony na każdy dzień miał być prezentowany rano przed wyjazdem.




Odcinek, jaki mieliśmy pokonać pierwszego dnia nie był może zbyt długi, czekała na nas jednak prawdziwa gratka - wizyta w Hobbitonie, jednej z największych turystycznych atrakcji Nowej Zelandii. Hobbiton to miejsce związane z prozą Tolkiena, niezwykle urodziwe, mieszczące się niedaleko miasteczka Matamata.

Tu właśnie powstała w 1999 roku na potrzeby filmów „Władca pierścieni”, a później „Hobbit” osada grająca wioskę zamieszkałą przez „niziołków”. Utworzono 37 hobbicich norek, wybudowano piękny młyn i most, a z okolicy Matamaty sprowadzono ważące 26 ton drzewo, górujące obecnie nad Bag End. Podobno na początku, zaraz po nakręceniu „Władcy pierścieni”, właściciel farmy nie zdawał sobie sprawy z popularności, jaką to miejsce zyska i kazał przywrócić pierwotny wygląd terenu, na którym wypasał owce. Odwiedzające okolicę coraz większe rzesze turystów zafascynowanych filmem „zmusiły” właściciela do zmiany zdania i stworzenia niezwykle atrakcyjnego miejsca. 1,5-kilometrową drogę prowadzącą w głąb farmy do Hobbitonu wybudowała Armia Nowej Zelandii, a na terenie farmy uruchomiono  Gospodę Pod Zielonym Smokiem, w której mogą posilić się turyści odwiedzający okolicę. Wycieczka na farmę trwa około 2 godzin, podczas których goście mogą poczuć się jakby przeniesiono ich do Śródziemia.

Niestety, nie było możliwości dotrzeć na miejsce naszymi  samochodami, a szkoda, bo w takim terenie sprawdziłyby się znakomicie. Na pewno komfort jazdy byłby zdecydowanie wyższy niż zapewniony przez lokalny transport.  Po terenie farmy można poruszać się jedynie autobusami obsługiwanymi przez lokalnych kierowców. Nasze auta zostały na parkingu, przyciągając wzrok innych turystów, wśród których nie zabrakło również naszych rodaków.

Po pobycie w Hobbitonie udaliśmy się w dalszą podróż do miejscowości Whakatane - małego portu położonego nad Zatoką Obfitości. Poruszaliśmy się po zwykłych drogach, na których maksymalna dozwolona prędkość wynosi 100 km/h. W przeciwieństwie do polskich dróg oznakowanie w Nowej Zelandii jest raczej minimalistyczne. Znaki stoją jedynie w tych miejscach, gdzie jest to rzeczywiście uzasadnione. Na drogach nie ma przepychanek, nikt nie przekracza dozwolonej prędkości..

W czasie naszej podróży krajobraz się zmieniał, Wszędzie jednak zabudowa była niska, zupełnie inna niż w Polsce. Do Whakatane dotarliśmy w późnych godzinach popołudniowych. Mieliśmy czas na odpoczynek i spacer po uroczej miejscowości. W porcie stało sporo małych i większych jachtów. Nazwa Whakatane oznacza „być dzielnym jak mężczyzna”. Zgodnie z legendą, to właśnie w to miejsce przybiło czółno przodków „Mataatua”. Gdy mężczyźni zeszli na ląd, łódź zsunęła się do wody i zaczęła dryfować. Znajdujące się w niej kobiety, wbrew obowiązującym zwyczajom, chwyciły za wiosła i podpłynęły ponownie do brzegu skandując: Ka whakatane au i ahau, co w prostym przekładzie oznacza: „zostanę mężczyzną”. Około 40% ludności spośród 18 tys. zamieszkujących Whakatane pochodzi od Maorysów, rdzennych mieszkańców tych terenów. Miejscowość oferuje wiele atrakcji, m.in. możliwość nurkowania czy kąpiele z delfinami. Jednak największą atrakcją regionu jest zdecydowanie White Island, jak się okazało, jeden z celów naszej podróży w kolejnym dniu.

Wyspa White Island, nazywana również Whaakari czyli „pełna grozy”, to jedyny czynny wulkan morski Nowej Zelandii. Położona jest w odległości 48 km od lądu stałego. Nazwę zawdzięcza Jamesowi Cookowi, który w czasie swojej wyprawy, ujrzawszy wyspę spowitą białymi obłokami, nazwał ją Białą Wyspą. To miejsce magiczne, trzeba je odwiedzić będąc w Nowej Zelandii. Zachwyca chmurami pary wodnej, zawierającej kwas solny i dwutlenek siarki, wybuchami gejzerów lawy i błota. Dlatego też w czasie wizyty na White Island, której obecnie nikt nie zamieszkuje, należy mieć maskę przeciwgazową oraz kask. Bez tych dwóch przedmiotów wizyta na wyspie nie jest możliwa. Do roku 1914 wydobywano tu siarkę, jednak doszło do katastrofy. W wyniku runięcia ściany krateru, osuwisko pogrzebało 10 mieszkających na wyspie i wydobywających siarkę robotników. Ocalał jedynie kot, o którym szeroko pisała lokalna prasa. Na wyspę można dostać się jachtem. Podróż trwa około 2 godzin, w czasie których można spotkać się z pływającymi wokół delfinami. Mieliśmy to szczęście, że przez pewien czas towarzyszyły nam one w czasie podróży. Niestety, ze względu na dużą falę nie wszyscy dotarli na miejsce w dobrej kondycji. Dodatkowo, „lądowanie” na wyspie opóźniło się ze względu na trudności w podejściu do sztucznego molo, do którego można było jedynie podpłynąć pontonem. Przy wysokiej fali to bardzo ryzykowne przedsięwzięcie.

Po wyprawie na piekielną Białą Wyspę udaliśmy się w dalszą podróż, do położonej nad brzegiem jeziora miejscowości Taupo. Jezioro zawdzięcza swój kształt erupcji wulkanu Hatepe, największej erupcji wulkanu na ziemi w ciągu ostatnich 5 tys. lat. Ogromny wybuch, w wyniku którego słup gazów, popiołów i skał wznosił się na dziesiątki kilometrów, został opisany w 186 roku  w rzymskich oraz chińskich kronikach. Obszar, na którym położone jest Taupo, nazywany jest Wyżyną Wulkaniczną. Taupo to jeden z najlepszych kurortów letniskowych w Nowej Zelandii. Rozpościera się tu widok na masywy trzech wulkanów. Teren wokół nie jest stabilny sejsmicznie. Do jeziora wpływają strumienie ciepłej wody, co podkreśla unosząca się cały czas nad nimi para. W Taupo zakończyliśmy trzeci dzień naszej podróży.

Czwarty dzień zaczęliśmy wyjątkowo wcześnie. Tym razem do pokonania mieliśmy niemal 700 km. Celem naszej wyprawy była stolica Nowej Zelandii - Wellington. Po drodze jednak mieliśmy „zaliczyć” najmniejszą republikę świata Whangamamonę, położoną w części Nowej Zelandii, nazywanej przez jej mieszkańców „zapomnianym światem”. Do Whangamamony prowadzi wąska „autostrada”, na której miejscami trudno się minąć dwóm pojazdom. Część drogi pozbawiona była asfaltu, co nie wpłynęło w żadnym stopniu na komfort naszej podróży. Jedyne, co musieliśmy zrobić, to zwiększyć odstępy między samochodami, aby nie uszkodzić szyb kamieniami wylatującymi spod kół samochodu poprzedzającego. Zwiększenie odstępu i tak było konieczne, gdyż kurz dotkliwie ograniczał widoczność. Podróż do Whangamamony odbywała się w zmieniającym się krajobrazie. Startowaliśmy w terenie raczej płaskim, ubogim w zieleń, przenosząc się w teren górzysty, lasów tropikalnych, drzewiastych paproci sprawiających na nas niesamowite wrażenie.

W końcu dotarliśmy do Whangamamony. Zamieszkuje ją 129 mieszkańców, z czego 17 żyje w jej „stolicy”. Whangamamona to ciekawe miejsce. W środku miejscowości znajduje się kultowy pub, odwiedzany przez wszystkich turystów przejeżdżających przez republikę. Pub jest jednocześnie siedzibą lokalnych „władz” i biurem paszportowym, w którym wbijają pieczątkę do paszportu. Ta niewielka „republika” ma nawet swoją drużynę rugby, co zostało uwidocznione na licznych zdjęciach wiszących w pubie.

Po krótkim postoju na odpoczynek ruszyliśmy w dalszą drogę do Wellington, gdzie dotarliśmy późnym wieczorem. To trzecie pod względem zaludnienia, po Auckland i Christchurch miasto kraju i jednocześnie najdalej na południe wysunięta stolica. Zgodnie z maoryską legendą, gdy bóg Maui wyłowił z oceanu mającą kształt ryby Wyspę Północną, to ogonem zwróciła się ona na północ, a głową - na południe. Wellington położono na jej głowie i jest to prawie geograficzny środek kraju. W swojej zabudowie miasto jest bardzo podobne do Auckland. Góruje nad nim wzgórze, na które można dostać się kolejką linowo-szynową. Ze wzgórza rozciąga się wspaniały widok na całe miasto i zatokę.

Wellington jest centrum politycznym Nowej Zelandii. Stanowi ono również centrum nowozelandzkiego przemysłu filmowego. Największą atrakcją Wellington jest muzeum kultury maoryskiej Te Papa. Na bardzo dużej powierzchni zgromadzono wiele eksponatów nie tylko związanych bezpośrednio z historią Nowej Zelandii, ale także m.in. z fauną i florą wysp  oraz... filmem „Władca pierścieni”.

Naszą podróż zakończyliśmy powtórnym przejazdem z Wellington do Auckland, z kolejnym postojem w Taupo.

CDN

Audi Q5 – za kulisami prezentacji, cz.3: auto według producenta

Audi Q5 – za kulisami prezentacji, cz. 2: w kierunku bardzo dalekiego wschodu

Audi Q5 – za kulisami prezentacji, cz. 1: zaproszenie w nieznane

Audi Q5 w katalogu samochodów samar.pl

Galeria modelu Audi Q5
Odnośniki
 
comments powered by Disqus
 

Szukasz konkretnego artykułu? Wpisz szukane słowo lub frazę.

Szukaj
Wyszukiwanie zaawansowane
Reklama